Nie damy Spodka!

Spodek jest dla Katowic tym, czym Pałac Kultury dla Warszawy. Za kilka tygodni rozpocznie nowy rozdział w swojej historii, a kilku wieloletnich pracowników pożegna się z pracą. - Będziemy strajkować - zapowiadają.

Stefan Jędrysczyk pracę w Spodku zaczął w 1978 roku. Hala miała już swoją renomę. Wielką galę otwarcia 9 maja 1971 roku podziwiało 12 tysięcy widzów. Na scenie wystąpili: zespół Śląsk, Anna German i Ewa Decówna.

Reklama

Rok później Polski Komitet Olimpijski przyznał jednorazową i specjalną nagrodę "Złoty Wawrzyn Olimpijski" autorom jej projektu: architektom Maciejowi Gintowtowi i Maciejowi Krasińskiemu. Katowicki Spodek uznano za arcydzieło architektury sportowej. To tu odbywały się największe wydarzenia sportowe. To tu koncertował Charles Aznavour, a Valery Giscard d'Estaing, prezydent Francji, spotykał się z mieszkańcami Śląska.

- Szukałem ciekawej pracy - mówi Stefan Jędrysczyk, który dziś szefuje Solidarności w Spodku. - Początkowo planowałem zatrzymać się w Spodku na kilka miesięcy, ale jak sobie uświadomiłem, że uczestniczę w tylu atrakcyjnych imprezach, oglądam koncerty największych gwiazd i jeszcze mi za to płacą, to postanowiłem zostać.

Widać koniec

Dziś Stefan Jędrysczyk może się zastanawiać, czy zrobił dobrze. Od lat Spodek na pierwsze strony gazet trafia tylko przy okazji organizacji wielkich imprez i swoich długów. Nie pomogło przekształcenie w spółkę prawa handlowego. Zdaniem pracowników nie mogło pomóc, skoro właściciel, czyli miasto, robił wszystko, by spółka nie zarabiała.

- Gdy prezydentem Katowic był Henryk Dziewior, spółka została zmuszona w 1996 roku do podpisania umowy z Międzynarodowymi Targami Katowickimi. To pozbawiło nas możliwości organizacji targów, na których świetnie zarabialiśmy - mówi Stefan Jędrysczyk.

- Jaki gospodarz pozbawia się tego, co mu przynosi zarobek? Już wtedy, 12 lat temu, przewidzieliśmy, że to będzie koniec Spodka i tak się stało. Teoretycznie mogliśmy sami organizować koncerty, ale w takiej sytuacji wymaga się od organizatora gwarancji finansowych. Mogło ich udzielić miasto, ale tego nie zrobiło - dodaje.

Do zwolnienia

Katowiccy radni zdecydowali o likwidacji zadłużonej spółki i "przeniesieniu" Spodka wraz z pracownikami do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Mimo to na 41 pracowników, 10 zostało zwolnionych. Nie wiadomo, czy na tym się skończy.

- To decyzja likwidatora - wyjaśnia Jerzy Łączkowski, naczelnik Wydziału Zdrowia, Nadzoru Właścicielskiego i Przekształceń Własnościowych Urzędu Miasta w Katowicach.

Za zwalnianymi ujęli się Piotr Duda, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, i radna Bożena Rojewska.

- Nigdy nie strajkowaliśmy - mówi rozgoryczony Stefan Jędrysczyk. - A może trzeba było. Przecież mogliśmy wyłączyć światło albo nie wpuścić ludzi, ale nam zależy na Spodku. Nikt nie wie, jakim wysiłkiem przygotowywaliśmy, wymagający remontu, Spodek do imprez.

Pracowaliśmy przez całą dobę, śpiąc po 2 - 3 godziny na ławkach. Spodek to przecież symbol Katowic. Gdy tu się udają imprezy, w świat idzie dobra informacja o Katowicach. Miasto się promuje. Wygląda jednak na to, że teraz będziemy musieli zastrajkować - mówi Jędrysczyk.

Piotr Duda obiecuje wsparcie protestu "przez różne struktury Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności".

Dla ludzi Spodka poddanie go pod zarząd MOSiR-u to koniec tej największej w Polsce hali widowiskowej. Stanisław Wąsala, nowy szef ośrodka, kieruje MOSiR-em. Nie jest w stanie dopilnować, by od początku wakacji otwarto wszystkie katowickie baseny.

Jędrysczyk zapewnia, że do końca będzie walczył o Spodek i pracowników. Nie jest sam. Ma poparcie całej Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności.

Jolanta Szymczyk-Przewoźna

jolanta.szymczyk@echomiasta.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy