Nie przeszkadzają im komunistyczni patroni

Mieszkańcom małego Chybia na Śląsku Cieszyńskim nie przeszkadza, że mieszkają przy ulicach Świerczewskiego czy Gwardii Ludowej a ich dzieci kopią piłkę w hali sportowej im. 35-lecia PRL - pisze "Dziennik Zachodni".

- Tu nigdy nikt nie robił dekomunizacji, bo PRL to przecież też nasza historia - przekonują chybianie. Proces oczyszczania Polski z komunistycznych patronów rozpoczął się po 1989 roku. Z miast i wsi znikły wówczas tak ewidentnie kojarzone z poprzednim systemem nazwy ulic, jak Lenina, Marksa czy Armii Czerwonej. Ale nie w Chybiu. - Nikt nigdy nie naciskał na dekomunizację, nie było chętnych, żeby coś zmieniać - wspomina były wójt Edward Dudkowiak. - Pamiętam, że tylko gwiazdy radzieckie z pomnika ściągaliśmy. Zapamiętałem to, bo osobiście w tym brałem udział - chwali się.

Reklama

Efekt jest taki, że w wiosce nadal funkcjonuje wiele niepoprawnych politycznie nazw. Władze gminy i mieszkańcy od lat kichają na dekomunizację, również na tę najnowszą, proponowaną przez Instytut Pamięci Narodowej tworzący listę reliktów komunistycznego systemu, które samorządy powinny usuwać. A w Chybiu byłoby co zmieniać. Gminni urzędnicy sami przyznają, że komunistycznych reliktów, jak na taką małą wioskę, jest całkiem sporo.

Hala sportowa, nota bene Robotniczego Klubu Sportowego Cukrownik Chybie, nosi imię 35-lecia PRL (marmurowa tablica z nazwą wisi przy wejściu), a patronami ulic są: Gwardia Ludowa - przekształcona w Armię Ludową formacja zbrojna PPR, generał Karol Świerczewski - słynny dowódca komunistyczny, który "kulom nie kłaniał się", czy Jurij Gagarin - radziecki wojskowy kosmonauta i pierwszy człowiek w kosmosie. Jest też ulica Braterska ku czci ZSRR.

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej zaapelował o "jak najszybsze dokonanie zmian nazw, które utrwalają zafałszowany obraz najnowszych dziejów Polski". W Chybiu raczej nic z tego jednak nie będzie, bo ludziom nazwy nie przeszkadzają. Ryszard Juchniewicz, wiceprezes Robotniczego Klubu Sportowego Cukrownik Chybie, mówi że nie będzie usuwał tablicy PRL z hali. - Komu ona przeszkadza?! - pyta. Były wójt go popiera. - Oczywiście, gdybyśmy mieli ulicę Stalina, to trzeba by ją zmienić, ale po co ruszać PRL czy Gagarina. Ja bym nic nie zmieniał. Mnie te nazwy nie rażą.

- Niech wójt myśli. Niech radni coś uradzą - mówi przechadzająca się z wnuczką pod halą ku czci PRL 65-letnia Maria Korut. Wójt Elżbieta Przemyk wzbrania się jednak przed komentarzami. - Będę na ten temat rozmawiała z radnymi. Ja nie mam stanowiska - ucina.

Mirosław Wardas, przewodniczący Rady Gminy przekonuje, że PRL to kawał naszej historii: - Czy się nam tamten okres podoba, czy nie, trudno go tak po prostu przekreślić i wymazać z pamięci. Dlatego jestem przeciwny dekomunizacji, bo zmiana nazw i wymiana tablic wiążą się z ogromnymi kosztami. Zresztą nikt z mieszkańców dotąd nie wnioskował o jakąkolwiek zmianę, a bez tego nic nie można zrobić.

I nie zanosi się, żeby ktoś o zmiany zawnioskował. Gdyby tablice zostały wymienione na poprawne politycznie, mieszkańcy musieliby wyrabiać nowe dowody osobiste, paszporty, prawa jazdy, legitymacje, pieczątki, dokonywać aktualizacji dokumentów w urzędzie skarbowym, ZUS, bankach... - A to nie dość, że koszt, to jeszcze mnóstwo zachodu - mówi Mirosław Wardas.

- Utrzymywanie skompromitowanych patronów jest obraźliwe dla pamięci narodowej, dla pamięci ofiar. Utrzymywanie tych nazw świadczy o zaniechaniu władzy publicznej i ona powinna ponieść tego konsekwencje - twierdzi dr Maciej Korkuć z krakowskiego IPN- u. Według "Dziennika Zachodniego" ludzie w Chybiu wiedzą jednak swoje. - Lepiej niech gmina place zabaw dla dzieci pobuduje, a nie bierze się za kosztowną dekomunizację - uważa 30-letnia Gabrysia, matka dwójki dzieci.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje