Powstanie Śląska Partia Regionalna?

W ubiegłym tygodniu inicjatorzy utworzenia Śląskiej Partii Regionalnej (ŚPR), związani ze środowiskami Ruchu Autonomii Śląska oraz Związku Górnośląskiego, przesłali dokumenty potrzebne do rejestracji partii do sądu.

Po rejestracji planowany jest kongres założycielski partii - być może jeszcze w tym roku.

Reklama

Inicjatywę powołania Śląskiej Partii Regionalnej przedstawiciele RAŚ oraz ZG ogłosili w czerwcu br. Głównymi ideami ruchu mają być jak najszerzej rozumiana samorządność i działalność na rzecz regionu. Głównym celem wyborczym ma być regionalny sejmik.

Inicjatorzy ŚPR zdecydowanie odżegnują się przy tym od separatyzmu. Zapowiadają, że jedna część planowanego programu partii ma opierać się o obecne prawo (dotyczące m.in. samorządu wojewódzkiego) i kwestie możliwe do zrealizowania w jego ramach; druga obejmie postulaty poszerzenia obecnej samorządności na gruncie zmian prawa.

Pomysłodawcami partii i dotychczasowymi twarzami związanego z nią projektu są wiceprzewodniczący RAŚ Henryk Mercik oraz szef ZG Grzegorz Franki. We wtorek Franki poinformował PAP, że pod koniec września wszystkie potrzebne do rejestracji ŚPR dokumenty trafiły do Sądu Okręgowego w Warszawie - jeżeli rejestracja przebiegnie skutecznie, jeszcze w tym roku miałby odbyć się kongres założycielski.

Komentarz lidera RAŚ

O projekt Śląskiej Partii Regionalnej był pytany w rozmowie wyemitowanej we wtorek w lokalnym Radiu Piekary lider RAŚ Jerzy Gorzelik, dotąd nie firmujący bezpośrednio tej inicjatywy. Na kończące rozmowę - poświęconą przede wszystkim wydarzeniom w Katalonii - pytanie, czy wierzy w powodzenie Śląskiej Partii Regionalnej, np. w lepszy wynik w wyborach do sejmiku wojewódzkiego niż obecne cztery mandaty RAŚ odpowiedział, że to możliwe.

"Śląska Partia Regionalna jest potrzebna - i w jakimś stopniu to, co dzieje się w Hiszpanii, tego dowodzi" - ocenił lider RAŚ. "Europa w jakimś stopniu się regionalizuje; to jest proces, który trwa od dziesięcioleci, ale kto wie, czy ten przypadek kataloński nie jest początkiem jakiejś takiej wiosny europejskich regionów" - ocenił Gorzelik.

Proszony przez PAP o rozszerzenie tego wątku Gorzelik zauważył, że sytuacja w Katalonii, gdzie w niedzielę odbyło się nieuznawane przez hiszpański rząd referendum niepodległościowe, któremu towarzyszyły starcia z hiszpańską policją, świadczy o "pewnym przesileniu - zderzeniu się dwóch filozofii myślenia o państwie, Europie i regionach".

Wskazał, że z jednej strony chodzi o podejście zakładające integralność państw narodowych, z drugiej - odwołujące się do "prawa do samostanowienia narodów". "Z tym ostatnim można też związać prostą zasadę demokracji, bo w końcu w Katalonii doszło do zastosowania procedur demokratycznych, które starały się sparaliżować władze hiszpańskie" - ocenił lider RAŚ.

Jego zdaniem przypadek Katalonii może prowadzić do potrzeby przemyślenia na nowo konfliktu obu tych podejść i "rozstrzygnięcia - co tak naprawdę jest priorytetem". "Jeśli staniemy na gruncie zasad demokratycznych okaże się, że przynależność regionów do danych państw i warunki, na których przynależą one do danych państw, to nie są dogmaty i stałe - że przynależność regionów i warunki tej przynależności mogą być renegocjowane" - uznał.

W ocenie Gorzelika trwające od dziesięcioleci w Europie procesy integracyjne sprawiają, że emancypujące się regiony zadają sobie pytanie: po co im stolice państw narodowych. W tym kontekście - mówił szef RAŚ - jeżeli elity polityczne w tych stolicach chcą owe regiony zatrzymać, mogą przedstawiać im atrakcyjną ofertę, jak Wielka Brytania proponująca rozszerzenie autonomii Szkocji przed tamtejszym referendum niepodległościowym, albo próbować iść w kierunku konfrontacyjnym, jak rząd w Madrycie w przypadku Katalonii.

"Unia nie ucieknie od takich problemów"

Lider RAŚ zaznaczył, że reakcje opinii publicznej na wydarzenia w Katalonii w większości wskazują na bezzasadność użycia siły fizycznej przez rząd w Madrycie. "To klimat, który sprzyja przemyśleniu tego, jaką rolę regiony będą odgrywały nie tylko w państwach narodowych, ale też w Unii Europejskiej i na ile Unia powinna jednak interweniować w przypadku takich sporów" - powiedział. "Moim zdaniem Unia nie ucieknie od takich problemów" - uznał. Jak dodał, jedną z funkcji UE powinny być mediacje i arbitraż w tego typu sporach.

"To wszystko, myślę, tworzy też pewien klimat, w którym ruchy regionalne - nie tak radykalne w zdecydowanej większości, jak ten kataloński - będą mogły dojść do głosu i zaproponować pewne rozwiązania" - podkreślił Gorzelik.

Ocenił, że w tym kontekście Śląska Partia Regionalna jest potrzebna, ponieważ "jest potrzebny głos emancypującego się regionu, głos peryferii, która upomina się o swoje prawa i nie chce być traktowana kolonialnie przez polityczne centrum".

"Jeżeli z jednej strony obserwujemy czyny, a z drugiej wsłuchujemy się w słowa, łatwo dojść do wniosku, że obecny rząd centralny ma do regionów stosunek kolonialny" - powiedział PAP Gorzelik. Odwołał się m.in. do sposobu relacjonowania konfliktu w Katalonii przez państwowe media, w których jego zdaniem "postraszono obywateli, do czego może prowadzić nadmierna samorządność".

"Dyskredytowanie samorządności jako takiej, ale i realne jej ograniczanie, z którym mamy do czynienia - to wszystko rodzi konieczność wyartykułowania mocnego sprzeciwu przez regiony" - podkreślił szef RAŚ. Zaakcentował też w tym kontekście potrzebę konsolidowania się regionalnych środowisk - mimo dzielących je różnic.

autor: Mateusz Babak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy