Radni dostali słowniki, bo nie rozumieli wszystkich słów

Nie wszyscy skoczowscy radni rozumieją, co podczas sesji mówią ich koledzy. Przewodniczący rady miejskiej rozwiązał problem w prosty sposób - kupił słownik wyrazów obcych - podaje gazeta.pl. Stać nas na taki wydatek - mówi przewodniczący skoczowskiej rady Andrzej Bacza, który pofatygował się po słownik do księgarni.

Andrzej Bacza, przewodniczący Rady Miejskiej w Skoczowie ma nadzieję, że radni zaopatrzeni w słowniki lepiej poradzą sobie na sesjach. Podczas każdej sesji skoczowskiej rady miejskiej na stole leży teraz pomoc naukowa - żółty, opasły tom "Podręcznego słownika wyrazów obcych" Władysława Kopalińskiego. Słownik kupiono z funduszu edukacyjnego rady przeznaczonego m.in. na szkolenia. Podczas jednej z ostatnich sesji radna Anna Kisiała, była nauczycielka, poskarżyła się głośno, że niektórzy jej koledzy zamiast krótko, konkretnie i w prostych słowach wyjaśnić, o co im chodzi, używają niezrozumiałego dla przeciętnego człowieka języka. Chodzi jej zwłaszcza o jednego z radnych, Stanisława Kaczmarczyka (z zawodu wychowawca przedszkola), który - jak mówi Kisiała - ma skłonność do używania trudnych słów zapożyczonych z obcych języków - podaje gazeta.pl.

Reklama

- Co tu dużo mówić, on po prostu uwielbia się popisywać swoją erudycją, a sesja nie jest przecież od tego - tłumaczy nam Kisiała.

Gazeta.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje