Ranny kibic wraca do zdrowia

Życiu 20-letniego kibica piłkarskiej drużyny GKS Katowice, który ze złamaną ręką i ranami głowy trafił w środę do szpitala po utarczce z napastnikami, podającymi się za kibiców Ruchu Chorzów nic nie zagraża.

Wbrew wcześniejszym informacjom, mężczyzna nie został uderzony siekierą - ustaliła policja.

Reklama

W czwartek specjalne oświadczenie w sprawie środowego incydentu wydał zarząd GKS Katowice, potępiając "z całą stanowczością wszelkie formy agresji i chuligaństwa". Natomiast w odezwie do kibiców prezes klubu, Jan Furtok, zaapelował o "powstrzymanie się od jakichkolwiek zachowań mających charakter odwetu czy innych form agresji".

- Takie zachowania wypaczają ideę rywalizacji sportowej pomiędzy klubami, a przemoc zawsze rodzi przemoc. Proszę was abyście zachowali rozsądek i nie dali się wciągnąć w tą spiralę przemocy - napisał Furtok, apelując także do władz o "podjęcie realnych działań w celu rozwiązania problemu chuligaństwa pseudo- futbolowego".

- Wszystkim nam zależy na tym, żeby polska piłka wróciła na właściwe tory, ale bez rozwiązania problemu chuligaństwa to się nie uda, bo piłka bez kibiców przestanie istnieć - napisał w odezwie prezes klubu, a jego zarząd poinformował, że od dłuższego czasu prowadzi działania zwalczające stadionowe chuligaństwo.

- Zwyczajni bandyci podszywający się pod emocje związane ze sportem i kibicowaniem ukochanej drużynie wykorzystują miłość do piłki nożnej milionów ludzi w naszym kraju jako pretekst do rozboju i nienawiści. Takie zachowanie nie znajduje żadnego zrozumienia i zasługuje na całkowite potępienie wszelkich jego znamion - czytamy w oświadczeniu.

O tym, że na katowickim Osiedlu Paderewskiego doszło do awantury z udziałem grupy mężczyzn z siekierami, w środę po południu informowali policjantów w swoich zgłoszeniach świadkowie - mieszkańcy osiedla. Jak mówili, 20-latek był ofiarą ciosu tym narzędziem. Policja nie potwierdziła jednak tej wersji.

- Prowadzone od środowego popołudnia czynności śledcze wykluczyły, by obrażenia kibica powstały od ciosów siekierą. Tego zdania są zarówno bezpośredni świadkowie zajścia, jak i lekarz oraz sam pokrzywdzony - powiedział w czwartek Marek Wręczycki z zespołu prasowego śląskiej policji.

Do utarczki doszło w środę po południu na przystanku autobusowym. Grupa kibiców GKS Katowice czekała tam na autobus, którym mieli jechać na mecz ze Zniczem Pruszków. W pewnym momencie na przystanku zatrzymały się samochody, z których wysiedli młodzi mężczyźni. "Ruch, Ruch" - skandowali. Doszło do szamotaniny, potem napastnicy odjechali.

Policja potwierdziła, że co najmniej jeden z napastników miał siekierę. Wcześniej autorzy doniesień mówili jednak, że siekiery mieli niemal wszyscy mężczyźni, którzy zaatakowali kibiców GKS.

Policjanci wyjaśniają okoliczności zajścia i szukają jego sprawców. Wytypowali już grupę osób, wśród których mogą być napastnicy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje