Recepta na siwy dym w Pszczynie

"Kowale, masarze, piekarze, szewcy i garncarze mają się, gdy tylko usłyszą "szturm", stawić natychmiast z narzędziami gaśniczemi na miejscu pożaru, wchodzić na dach palącego się domu i gasić".

Tak, z niewielkimi skrótami, brzmiała pierwsza instrukcja przeciwpożarowa Pszczyny. Spisano ją 1 czerwca 1680 roku. Ciasne uliczki z drewnianymi domami, używanie ognia nie tylko do ogrzewania i gotowania, ale także do oświetlania pomieszczeń - wszystko to stwarzało duże zagrożenie pożarami w mieście. "Porządek ogniowy" organizował obywateli do obrony przed żywiołem, który mógł (i tak się kilkakrotnie działo) pozbawić ich dachu nad głową, dobytku, a nawet życia. Po ostatnim wielkim pożarze (1748) powstała obecna zabudowa rynku pszczyńskiego. 133 lata temu utworzono Ochotniczą Straż Pożarną w Pszczynie, a przed 110 - stanęła tu (na "Śmiejowej łące") wieża do ćwiczeń strażackich.

Reklama

Do tych dat, które odnotowuje Ludwik Musioł w monografii miasta, dzisiejsi strażacy-ochotnicy dodali 150-lecie dekretu księcia pszczyńskiego (acta speciale) nakazującego zorganizowanie punktów ochrony przeciwpożarowej w każdej tutejszej wsi. - Na dokument ten natrafiła straż w Jankowicach podczas zbierania materiałów do swojego jubileuszu 140-lecia. Zarząd Gminny OSP przyjął go jako początek zorganizowanej ochrony przeciwpożarowej w Pszczynie - wyjaśnia Szymon Sekta, prezes Zarządu Oddziału Powiatowego Związku OSP RP w Pszczynie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy