Rydułtowy: Trzy noworodki walczą o życie

Piątek, 4 kwietnia 2008 (10:02)

W szpitalu w Rydułtowach na Śląsku trzy noworodk,i chore na ropne zapalenie opon mózgowych, walczą o życie. Przyczyną zarażenia były najprawdopodobniej fatalne warunki higieniczne.

Trzej chłopcy: Szymon, Dominik i Maksymilian, którzy przyszli na świat w połowie marca mają ropne zapalenie opon mózgowych i walczą o życie .

Zgodnie z tym, co twierdzą matki przebywające na oddziale rydułtowskiego szpitala, w placówce przez trzy dni brakowało wody. Z kolei szpital utrzymuje, że nie było jej tylko przez kilka godzin.

Reklama

Jednak przyczyną złego stanu zdrowia noworodków nie jest sepsa - jak informował wcześniej "Super Express" - ale ropne zapalenie opon mózgowych - twierdzi TVN24.

W najgorszym stanie jest jeden z trzech noworodków, któremu grozi wodogłowie. Istnieje też duże ryzyko, że cała trójka w przyszłości może cierpieć na padaczkę.

Odpowiedzialność za infekcję noworodków - zgodnie z opinią dyrektora ds. lecznictwa dr Andrzeja Kosteczki - spoczywa nie na szpitalu, gdyż dzieci trafiły na oddział patologii noworodków już po wypisaniu ich do domu - informuje TVN24.

Sanepid podjął decyzję o zamknięciu oddziału rydułtowskiego szpitala, zaś prokuratura - zgodnie z tym, co twierdzi prasa - bierze pod uwagę postawienie zarzutów personelowi szpitala.Może nawet paść zarzut nieumyślnego spowodowania zagrożenia epidemiologicznego.

Co do przyczyn, z powodu których doszło do zarażenia wersje są rozbieżne. Zgodnie z tym co napisał dziś "Super Express", do infekcji miało dojść z powodu skandalicznych warunków higienicznych w szpitalu. Według gazety w szpitalu przez tydzień nie było dostępu do wody, a dzieci były myte w miskach. Matki mogły korzystać jedynie z chusteczek nawilżających.

Z kolei według opinii kobiet przebywających na oddziale, wody w szpitalu nie było przez trzy dni. Zupełnie odmienna jest wersja szpitala, który twierdzi, że wody nie było jedynie przez kilka godzin nocnych.

Dyrektora ds. lecznictwa dr Andrzej Kosteczka przyczyn zarażenia dopatruje się w tym, że "każdy ma własną florę bakteryjną i jest grupa kobiet, do 30 proc, które są nosicielkami paciorkowca".