Satelita śledzi beskidzkie głuszce

Po lasach wokół Baraniej Góry biegają ptaki z nadajnikami satelitarnymi. Dorosłe głuszce są wielkości indyka. Samce osiągają długość do 112 cm, a samice - 71 cm. W okresie godowym samiec rozkłada piękny ogon, skrzydła i pieje. Myśliwi nazywają to szlifowaniem.

Podczas tego rytuału ptak głuchnie na kilka sekund. Stąd też jego nazwa. Głuszce są w Polsce pod całkowitą ochroną. Występują najczęściej w Puszczy Augustowskiej, Solskiej, Bieszczadach i Sudetach, bardzo rzadko w Beskidzie Śląskim i Żywieckim. W całej Polsce żyje może 500 głuszców.

Reklama

Reintrodukcja głuszca w Nadleśnictwa Wisła w Istebnej trwa od 2002 roku. Pierwsze ptaki wykluły się z jaj sprowadzonych z Białorusi (50 dolarów za sztukę). Na wolność po raz pierwszy głuszce wyszły w 2004 roku. Teraz w okolicach Baraniej Góry jest ich ponad 100. Niektóre noszą nadajniki satelitarne, które pozwalają je lokalizować.

- Satelita wykrywa nadajnik, przesyła sygnał do centrum dla Europy w Tuluzie we Francji i stamtąd Nadleśnictwo Wisła otrzymuje pliki z informacjami, gdzie nasze głuszce krążą w Beskidach - mówi Zenon Rzońca, opiekun głuszców w Nadleśnictwie Wisła. - Najdokładniejsze dane mam o tym, gdzie dany głuszec nocował. Bo wtedy siedzi na drzewie i satelita może z wielu punktów go namierzyć. Nadajnik jest jednak rejestrowany za każdym razem, gdy przelatuje satelita, czyli kilka razy dziennie. To daje mi informacje, że głuszec jest, rusza się i żyje. Jeżeli zginie, to wiem o tym już po kilku godzinach.

Wykorzystanie urządzeń satelitarnych pozwala lepiej chronić te rzadkie ptaki i obserwować je nie ingerując w ich środowisko naturalne. Można dowiedzieć się, ile ptaków po opuszczeniu hodowli przeżywa na wolności, na ile są one przygotowane do życia w lesie oraz które tereny należy chronić przed turystami.

Rzońca: - Okazuje się, że głuszce bardzo mało fruwają. Średnio trzy minuty w ciągu doby. Chyba, że się wystraszą. Wtedy fruwają więcej, a co za tym idzie wydatkują więcej energii, którą uzyskują jedząc igły iglaków. Być może ten stres jest jedną z przyczyn ich wyginięcia. W pewnym momencie w górach pojawili się turyści, głuszce zaczęły uciekać i spalały tyle energii, że nie potrafiły dotrwać wiosny. Dlatego teraz staramy się bardziej chronić głuszce. Zaobserwowaliśmy, że jak turysta nie schodzi ze szlaku, to głuszec spokojnie sobie żeruje i w ogóle nie reaguje. Dopiero jak ludzie włażą na borówczyska to głuszce zaczynają uciekać i się stresują.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje