Strzelanina w szpitalu: Prokuratura wyjaśnia sprawę

Napaść na policjantów i ewentualne przekroczenie przez nich uprawnień - takie dwa wątki bada prokuratura w Rudzie Śląskiej, która wyjaśnia okoliczności policyjnej interwencji w miejscowym szpitalu. Wezwani do agresywnego pacjenta funkcjonariusze postrzelili go. Mężczyzna zmarł na stole operacyjnym.

Sekcja zwłok zmarłego pacjenta jest zaplanowana na jutro. Jej wyniki - jak mówią śledczy - będą kluczowe, ponieważ mimo że padły strzały, nie wiadomo z całą pewnością, dlaczego mężczyzna zmarł.

- Na tym etapie postępowania trudno jest w sposób jednoznaczny stwierdzić, co było bezpośrednią przyczyną zgonu, a ma to zasadnicze znaczenie - tłumaczy Małgorzata Wasielke-Podleszańska, wiceszefowa prokuratury rejonowej w Rudzie Śląskiej.

Reklama

Mężczyzna miał rany od kul, ale sam mógł także zranić się nożem, który miał ze sobą, albo szkłem z rozbitej szyby. Wiadomo też, że wyrywał sobie dreny, wenflony i opatrunki, a uciekając już krwawił. Może się też okazać, że wszystkie te przyczyny nałożyły się na siebie.

Wstępne wyniki sekcji zwłok mają być znane jutro około południa i od tego w dużej mierze będzie zależało, jak dalej potoczy się śledztwo.

Agresywny pacjent demolował oddział

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w szpitalu w Rudzie Śląskiej minionej nocy. Pacjent, który był po operacji, zaczął demolować korytarz, niszczyć kuchnię, skąd m.in. wziął noże. Później wszedł na szpitalną klatkę schodową i tam się schował. Nie reagował na wezwania policjantów, którzy przybyli na miejsce. Nie pomógł ani gaz łzawiący, ani pałka policyjna. Padł strzał. Ranny w nogę mężczyzna dalej nie reagował i atakował policjantów. Po drugim strzale w okolice nóg upadł. 

Mężczyzna trafił na stół operacyjny, ale nie udało się go uratować.

- Wezwaliśmy policję, bo człowiek z nożem w ręku był zagrożeniem i dla personelu, i dla pacjentów - tak na bardzo krótkiej konferencji prasowej mówił pełniący obowiązki dyrektora szpitala w Rudzie Śląskiej Adam Furmaniuk. - Było ewidentne zagrożenie życia i zdrowia pacjentów i personelu medycznego. I tylko dzięki przybyciu policji udało się przede wszystkim, że nie było żadnych ofiar wśród pacjentów. Bo baliśmy się po prostu o życie i zdrowie nasze i naszych pacjentów - podkreślił.

Marcin Buczek

CZYTAJ TAKŻE NA RMF24.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje