Tragedia pod Częstochową: Możliwa przyczyna katastrofy

11 osób zginęło w sobotniej katastrofie samolotu pod Częstochową; jedną uratowaną, w ciężkim stanie, przewieziono do szpitala w Częstochowie. Samolotu używała prywatna szkoła spadochronowa; maszyna wykonywała lot z podczęstochowskiego lotniska w Rudnikach.

Późnym wieczorem prokuratorzy i członkowie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) ustalili, że szczegółowe oględziny miejsca zdarzenia i wraku odbędą się w niedzielę. W nocy natomiast śledczy zabezpieczali pozostające jeszcze we wraku zwłoki części ofiar, a także odwozili je do prosektorium.

Jedna osoba przeżyła

Informacja o katastrofie samolotu z dwanaściorgiem osób na pokładzie napłynęła do służb ratowniczych ok. godz. 16.20. Jak powiedział rzecznik częstochowskiej straży pożarnej kapitan Paweł Liszaj, w chwili przyjazdu strażaków na miejsce poza samolotem znajdowały się trzy osoby, z których jedna przeżyła katastrofę. Po katastrofie maszyna paliła się. Pożar został szybko ugaszony.

Reklama

Dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Robert Gałązkowski informował, że uratowaną osobę w stanie ciężkim, stabilnym, przetransportowano jednym z trzech skierowanych do akcji śmigłowców LPR do szpitala w Częstochowie. Według lekarzy, z ok. 40-letnim mężczyzną z urazami m.in. miednicy, od początku był kontakt. Wieczorem ranny przechodził badania, przebywał na OIOM-ie.

Po godz. 18.30 koordynator działań medycznych na miejscu katastrofy potwierdził informację o dziewięciu kolejnych śmiertelnych ofiarach we wraku. Ich ciała zostały praktycznie zwęglone; osoby te nie miały szans na przeżycie.

Możliwa przyczyna katastrofy

Miejsce katastrofy leży w linii prostej ok. 3 km od lotniska w Rudnikach. Samolot spadł niedługo po starcie, poza zabudowaniami. Na razie nie wiadomo, co mogło być przyczyną wypadku. Według nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do sprawy, maszyna mogła być przeładowana, co przy wysokiej temperaturze powietrza mogło doprowadzić do awarii jednego z silników.

Na miejsce w sobotę udali się eksperci z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKWBL). Jeden ze specjalistów PKBWL pojawił się tam po południu. Wieczorem dojechał też kilkuosobowy zespół Komisji.

Wcześniej swoją pracę rozpoczął siedmioosobowy zespół prokuratorów. Jak informował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie prok. Tomasz Ozimek, śledczy m.in. zabezpieczali na lotnisku w Rudnikach dokumentację dotyczącą prowadzonego przez szkołę spadochronową kursu, wykonywanych lotów i stanu maszyny.

Prokuratorzy obejrzeli też wstępnie miejsce katastrofy a także zwłoki znajdujące się poza wrakiem, które wieczorem odwieziono już do prosektorium. Od poniedziałku przeprowadzane będą ich sekcje. W przypadku zwłok, które po katastrofie znajdowały się we wraku wiadomo, że konieczne będą badania DNA.

Choć śledczy pozyskali wstępną wiedzę dotyczącą tożsamości pilota, instruktorów i uczestników lotu (są to mieszkańcy m.in. województw śląskiego, małopolskiego i łódzkiego) a także spotkali się z bliskimi ofiar, którzy dotarli na miejsce katastrofy w sobotę wieczorem, nie ujawnili bliższych informacji na ten temat.

Postępowanie po katastrofie nie zostało do tego czasu formalnie wszczęte. Zanim to nastąpi, śledczy mogą przez pięć dni wykonywać, w niezbędnym zakresie, czynności śledcze. Wśród nich były dotąd m.in. przesłuchania pierwszych świadków.

10-miejscowa maszyna

Samolot, który uległ katastrofie, to dwusilnikowy Piper PA-31 Navajo o rejestracji N11WB - niedawno sprowadzony do Rudnik przez prywatną szkołę spadochronową Omega. Sama szkoła pod koniec maja br. informowała na stronie internetowej o wykonaniu w Częstochowie pierwszych skoków ze swojej nowej 10-miejscowej maszyny o tej nazwie.

Jak wynika m.in. z fotografii znajdujących się na stronie szkoły, samolot został przerobiony pod kątem skoków spadochronowych - m.in. z wnętrza usunięto większość wyposażenia a przy bocznych drzwiach do kabiny, na zewnątrz kadłuba, zamontowano podest i uchwyty.

Strażacy i eksperci podkreślają, że to najtragiczniejsza katastrofa samolotu cywilnego, do której doszło w Polsce od wielu lat. 13 listopada 2011 r. w lesie, w dzielnicy Miasteczka Śląskiego - Żyglinie, kilka kilometrów od drogi startowej portu lotniczego Katowice w Pyrzowicach, rozbił się samolot Cirrus SR22. Zginęły wówczas wszystkie cztery osoby, które znajdowały się na pokładzie - dwie kobiety i dwóch mężczyzn.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje