Uwielbiałem buchtę mojej babci

O świętach Bożego Narodzenia w Polsce i na Zaolziu, kolędach, ulubionych potrawach i prezentach rozmawiamy z pochodzącym ze Śląska Cieszyńskiego prof. Jerzym Buzkiem, byłym premierem, europosłem.

Gdzie w tym roku spędza pan święta?

Reklama

Jerzy Buzek: Będziemy z całą rodziną. Zjeżdżamy się ze Śląska i wyjeżdżamy do Warszawy. Do córki, która w stolicy wyszła za mąż. To będzie wyjątkowa Wigilia - w dużym gronie (około dwadzieścia osób), no i u świeżo upieczonej gospodyni.

Jakie dania pojawią się na wigilijnym stole?

Jerzy Buzek: Wszystkie tradycyjne, a przede wszystkie takie, które zawsze jadało się u mojej babci na Wigilii, np. buchtę z mlekiem. Oczywiście będą i ryba, i kapusta - wszystkie te potrawy, które kiedyś jadałem u jednej i drugiej babci. Jedna mieszkała w Końskiej, czyli obecnie w Trzyńcu, a druga w Śmiłowicach.

Nawiązując do Śmiłowic - czy pamięta pan coś z wczesnego dzieciństwa, ze świąt spędzanych w swej rodzinnej wiosce?

Jerzy Buzek: Wszystko pamiętam! Była wspaniała choinka, w takim pokoju pośrednim, z którego obydwa wielkie okna wychodziły na Jaworowy i Kopanicę - do pierwszej stromizny było z tego miejsca nie więcej niż 500 metrów - a więc było to pod samą górą. Pamiętam nastrój świąteczny, śnieg - bo wtedy jakoś dłużej leżał niż teraz, i zawsze na święta był (tym bardziej, że to były w końcu góry). Pamiętam duże zjazdy rodzinne, prezenty... Moje ciotki przebierały się - jedna za Mikołaja, druga za aniołka, trzecia za diabła, a ja oczywiście nie miałem pojęcia, że to są moje ciotki...

Jest pan zwolennikiem rodzinnego spędzania świąt, czy może spędzał pan je kiedyś w jakimś egzotycznym kraju, na plaży?

Jerzy Buzek: Nie, w taki sposób nigdy nie spędzałem Bożego Narodzenia. Ale w Święta Wielkanocne czasami zjeżdżaliśmy całą rodziną np. do Węgierskiej Górki, albo gdzieś w góry. Ale to tylko Wielkanoc - Bożego Narodzenia nigdy tak nie spędzałem. Te święta zawsze spędzaliśmy w domu.

Przypuszczam, że w pana domu śpiewa się kolędy...

Jerzy Buzek: Oczywiście, oczywiście! Śpiewamy parę godzin dziennie.

Ma pan jakąś ulubioną kolędę?

Jerzy Buzek: Nie, ulubionej nie mam, wszystkie są wspaniałe!

A jakąś ulubioną potrawę świąteczną?

Jerzy Buzek: Wie pani, ja jem wszystko - dziesięć, dwanaście potraw. Natomiast zawsze bardzo lubiłem tę słodką bułkę zalewaną mlekiem od babci. I kapustę z grzybami, czy też kompot z suszonych śliwek...

Czy ma pan w ogóle czas kupować prezenty dla swych bliskich?

Jerzy Buzek: Nie mam czasu! Ale jednak w końcu kupuję.

Jest pan zwolennikiem prezentów praktycznych, miłych drobiazgów, czy może dużych, okazałych prezentów?

Jerzy Buzek: Raczej praktycznych, ale nie takich codziennych. Kupuję coś, czego można użyć, ale w jakiejś nadzwyczajnej okazji. Na przykład ktoś akurat nie ma pióra, albo potrzebna mu jest jakaś ozdoba do czegoś... Tego się oczywiście używa lub nosi, ale są to prezenty specjalne. Natomiast rzadziej bywają to, na przykład, ciepłe skarpety.

Często spotyka pan ludzi z różnych krajów, rozmawiacie o tym, jak spędzacie święta?

Jerzy Buzek: Zwykle nie ma na to czasu, ale czasami rozmawiamy. Wtedy wszystko sobie poprzypominamy, jak to wyglądało w naszych regionach. I okazuje się, że polskie święta są wyjątkowe. Są bardziej rodzinne, bardziej tradycyjne, przeżywamy je głęboko. Ludzie chodzą do kościoła, pamiętają, co się wydarzyło dwa tysiące lat temu. U nas święta nie ograniczają się jedynie do kupowania prezentów i stawiania choinki.

Wkrótce powitamy 2009 rok. W świecie kryzys, konflikty. Co przyniesie ten nowy rok Polsce, Czechom, całej Europie?

Jerzy Buzek: Nasze kraje - Czechy, Polska - będą się rozwijały może nie tak szybko i tak intensywnie jak w ostatnich trzech, czterech latach, ale będzie to jednak rozwój. Mamy duże wsparcie ze środków unijnych, czujemy się bezpiecznie. Mamy stabilny system dzięki uczestnictwu w Unii Europejskiej, jesteśmy bezpieczni w strukturach NATO. A więc nie będzie żadnego załamania - co do tego jestem przekonany. A ten trochę wolniejszy wzrost gospodarczy...

Myślę, że go specjalnie w gospodarstwach domowych nie odczujemy. Jesteśmy w lepszej sytuacji niż Brytyjczycy, Irlandczycy, a szczególnie Amerykanie, którzy trochę przesadzili w tej wirtualnej gospodarce finansowej, przepływach międzybankowych. I łatwiej nam będzie przejść przez ten trochę trudniejszy okres. Nie jest to jednak jakiś szczególny czas kryzysu - tak to odbieram.

Jak długo potrwa pana świąteczno-noworoczny wypoczynek?

Jerzy Buzek: Następna sesja Parlamentu Europejskiego zaczyna się w Brukseli dopiero 5 stycznia - mam więc dwa tygodnie przerwy.

Rozmawiała: Danuta Chlup

Jerzy Buzek urodził się 3 lipca 1940 roku w Śmiłowicach na dzisiejszym Zaolziu, w domu rodzinnym swego dziadka Jana Szczuki, wieloletniego kierownika polskiej szkoły ludowej. Rodzina ojca od stuleci żyła w Końskiej. Ojciec Jerzego Buzka, który był inżynierem elektrykiem, przed wojną mieszkał z rodziną w Chorzowie. W czasie wojny ukrywał się przed Niemcami, a jego żona z dziećmi przebywała w tym czasie u swoich i męża rodziców na Zaolziu. Po wojnie rodzina przeniosła się z powrotem do Chorzowa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje