Zabił sąsiada kilofem

Kilka dni zajęło kryminologom wyjaśnienie śmierci 52-letniego mężczyzny, którego zwłoki od soboty leżały na jednej z działek w Wędryni koło Trzyńca na Zaolziu. Jak się okazało, 52-latka zabił kilofem jego o 15 lat starszy sąsiad.

Policjanci rozpoczęli śledztwo dopiero w niedzielę po południu, kiedy martwego mężczyznę przypadkowo odkryła miejscowa kobieta.

Reklama

- Wezwany na miejsce lekarz sądowy stwierdził, że mężczyzna doznał poważnych obrażeń, które najprawdopodobniej spowodowane zostały przez osobę trzecią. Sekcja zwłok potwierdziła, że śmierć nastąpiła w wyniku krwotoku wywołanego uderzeniem w głowę - powiedziała rzecznik prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji Soňa Štětínská.

Ponieważ mężczyzna był bezdomny i często sypiał w zrujnowanym domu, w pobliżu którego umarł, podejrzanym numer jeden został znajomy zmarłego - 67-letni właściciel sąsiedniego domu, który po kilku dniach przyznał się do winy. - Pod ciężarem materiału dowodowego w końcu wszystko nam powiedział - poinformowała Štětínská.

- Mężczyzna został oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Nie chodziło o umyślne morderstwo, ale zabójstwo w afekcie - wytłumaczyła rzecznik. Policjanci odkryli, że pomiędzy mężczyznami od dłuższego czasu dochodziło do konfliktów. W sobotę znów się pokłócili, właściciel domu podniósł kilof i uderzył nim swojego znajomego, między innymi w głowę. Mężczyzna zmarł na miejscu.

Ludzie, którzy znali sprawcę i ofiarę nie dziwią się zbytnio tragicznemu zakończeniu znajomości. - Obaj byli dziwakami, nadużywali alkoholu, natomiast właściciel domu był psychicznie niezrównoważony, wygadywał bzdury - powiedziała gazecie "Mlada Fronta Dnes" jedna z mieszkanek Wędryni.

ER

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje