Zabrze: "Sekułki" zastąpiły krówki

Cukierki o nazwie "Sekułki", które zastąpiły bohaterki niedawnej "afery krówkowej", są m.in. znakiem rozpoznawczym kampanii posła PO i kandydata tej partii na prezydenta Zabrza Mirosława Sekuły.

"Sekułki" to lubiane przez posła kukułki. Te znane cukierki z nadzieniem o czekoladowym smaku zostały owinięte w papierek w barwach Platformy z niebieskim napisem "Sekułki", w którym kropkę nad "i" zastępuje pomarańczowe logo partii. Napis poniżej głosi: "Prezydent dla Zabrza Mirosław Sekuła", a mniejszymi literami wyjaśniono, że cukierki zostały sfinansowane ze środków PO.

Reklama

Sekułki to nawiązanie do niedawnej "afery krówkowej". W połowie września "Rzeczpospolita" napisała, że mieszkańcy Zabrza jeszcze przed rozpoczęciem kampanii wyborczej częstowani są cukierkami - krówkami zawiniętymi w niebieski papierek z logo PO i hasłem "Mirosław Sekuła - prezydent dla Zabrza".

Gazeta cytowała wtedy eksperta Krajowego Biura Wyborczego, wskazującego, że takie działanie narusza przepisy ordynacji wyborczej, ponieważ kandydaci do samorządów mogą rozpocząć kampanię dopiero po oficjalnym ogłoszeniu przez premiera daty wyborów.

Pytany wówczas o sprawę poseł zapewniał, że jego biuro poselskie ani sztab wyborczy nie kupowało i nie kolportowało przed rozpoczęciem kampanii wyborczej jakichkolwiek cukierków, wskazując, że to "prawdopodobnie promocja któregoś ze środowisk zbliżonych do Platformy Obywatelskiej". Mówił też, że sam krówek raczej by nie wybrał, bo za nimi nie przepada.

- Ja kupuję cukierki, ale na własny użytek - najbardziej lubię kukułki albo śliwki w czekoladzie - i nigdy nie kupuję w ilościach hurtowych - tłumaczył poseł.

Podczas zwołanej przez Sekułę wtorkowej konferencji prasowej w Zabrzu w sprawie organizowanej w tym mieście w sobotę pierwszej w kraju regionalnej konwencji wyborczej PO, na stołach pojawiły się m.in. miseczki z "Sekułkami". Na pytanie o finał sprawy słynnych krówek poseł skrzywił się i przyznał, że wie już, kto przed miesiącem rozdawał krówki opatrzone jego nazwiskiem i hasłem wyborczym.

- Nie o to chodzi, kto to zrobił. Czasem ktoś, mimo dobrych chęci, wyrządzi komuś niedźwiedzią przysługę. Teraz tylko zagrożenie jest takie, że tamtych cukierków nie będzie można rozliczyć w ramach kosztów kampanii wyborczej - wyjaśnił Sekuła.

Według ekspertów Krajowego Biura Wyborczego, choć kandydaci do samorządów mogą rozpocząć kampanię dopiero po oficjalnym ogłoszeniu przez premiera daty wyborów, prawo nie przewiduje sankcji karnych za złamanie tego przepisu.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje