Zamieszki w Sosnowcu. Demonstranci zaatakowali policjantów

Zamieszki przed komendą policji w Sosnowcu. Przed godziną 20 zebrało się tam kilkadziesiąt osób, które demonstrują po śmierci 23-latka - mężczyzna zmarł kilka dni temu po interwencji policji. Organizatorzy protestu najpierw zapalili znicze, potem zaczęli wznosić okrzyki i w końcu zaatakowali policjantów. Jak donosił obecny na miejscu reporter RMF FM Marcin Buczek, w ruch poszły kamienie i petardy. Przed godziną 22 sytuacja została opanowana.

Tuż przed godziną 21 kilkudziesięciu policjantów ruszyło do akcji. Dwie grupy szturmowe przepchnęły grupę kilkudziesięciu osób na drugą stronę ulicy.

Reklama

Przed budynek komendy przyjechało co najmniej kilkanaście policyjnych samochodów. Demonstranci uciekli pomiędzy pobliskie bloki, ale cały czas stoją w pobliżu.

Zadymy na początku nic nie zapowiadało - przez pół godziny demonstranci blokowali drogę i tory, potem przeszli przed główne wejście komendy. Nagle w stronę drzwi poleciały kamienie, zaczęły wybuchać petardy i wtedy policjanci przystąpili do akcji.

Przed godziną 22 sytuacja została opanowana - wiadomo, że policja zatrzymała kilka osób.

Zmarł po interwencji policji

23-latek zmarł kilka dni temu po interwencji policji. Funkcjonariuszy wezwało pogotowie, bo 23-latek, który źle się poczuł, był agresywny. Policjanci musieli użyć siły, żeby zabrać go do izby wytrzeźwień.

Tam stan mężczyzny się pogorszył, dlatego trafił do szpitala, gdzie zmarł. To załoga pogotowia zasugerowała, że 23-latek mógł być pod wpływem środków odurzających. Prokuratura w Sosnowcu już zleciła sekcję zwłok i dodatkowe, specjalistyczne badania, które wyjaśnią przyczynę śmierci mężczyzny.

Ojciec ofiary uważa natomiast, że funkcjonariusze, którzy zostali wezwani na miejsce, byli agresywni i zbyt późno zawieźli 23-latka do szpitala.

Policja odrzuca jednak te oskarżenia i twierdzi, że funkcjonariusze nie przekroczyli uprawnień. Pierwsze osoby zostały już przesłuchane w tej sprawie

Wiadomo, że w organizmie mężczyzny wykryto m.in. mieszaninę glikolu i leków uspokajających. - Był to stan skrajnie ciężki. Praktycznie jako neurolog mogę powiedzieć, że był to stan śmierci mózgu. Wspomnę tylko o wynikach badań toksykologicznych, które wskazują na zatrucie egzogennymi substancjami - mówi doktor Dariusz Kozub.

Kozub nie chce mówić o obrażeniach zewnętrznych 23-latka. - Nic mi nie wiadomo o pobiciu tego chłopaka. Wiem tylko o powierzchownych otarciach skóry - zapewnia lekarz.

(abs)

Marcin Buczek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje