Zasadzili ponad 15 mln sadzonek w Beskidach

Ponad 15 mln sadzonek drzew - głównie jodły, buka i jawora - zasadzili w ciągu minionych trzech lat w Beskidach polscy i słowaccy leśnicy. Wart ponad 5,6 mln euro międzynarodowy projekt w większości został sfinansowany z unijnych środków.

We wtorek w Ustroniu (woj. śląskie) leśnicy i ekolodzy podsumowali realizację trwającego od początku 2009 r. projektu. Podkreślali przy tym, że przedsięwzięcie to istotna, ale stosunkowo niewielka część trwającego już od kilkunastu lat programu rewitalizacji beskidzkich lasów. Leśnicy szacują, że przebudowa drzewostanów w Beskidach zajmie jeszcze co najmniej 30 lat.

Reklama

Rewitalizacja i zmiana charakteru lasów w tym rejonie jest konieczna, ponieważ masowo zamierają tam dominujące w drzewostanie świerki. Powodem jest przede wszystkim monokulturowy charakter tego posadzonego w XIX wieku przez człowieka lasu, ale także ocieplenie klimatu, zanieczyszczenia przemysłowe czy inwazja kornika i opieńki. W miejsce świerków leśnicy stopniowo wprowadzają inne gatunki drzew - jodłę, buk, jawor i modrzew. Sadzi się także świerki, ale zdecydowanie mniej.

Naczelnik wydziału zagospodarowania lasu Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach, Maria Łabno, szacuje, że dotychczas przebudowa drzewostanu objęła ok. 20 tys. hektarów beskidzkich lasów, a drugie tyle czeka jeszcze na przebudowę. Rocznie leśnicy zadrzewiają innymi gatunkami drzew ok. 1,5-2 tys. hektarów. W tym tempie prace zajmą jeszcze kilkanaście lat; efekty będą widoczne gdy drzewa urosną, za ok. 30-40 lat.

Częścią wieloletniego procesu rewitalizacji był kończący się właśnie unijny projekt, obejmujący lasy na polsko-słowackim pograniczu. Po stronie polskiej przebudowano drzewostan na powierzchni 1169 hektarów, na Słowacji - 721 hektarów. Średnio na jeden hektar przypada ok. 8 tys. nowych sadzonek - w sumie od 2009 r. posadzono ich ponad 15 mln.

Cały projekt kosztował ponad 5,6 mln euro, z czego niemal 4,8 mln euro pochodziło z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Łabno zapowiedziała, że leśnicy będą starać się o dalsze unijne fundusze, ze środków przeznaczonych na lata 2014-2020.

W ramach projektu powstała transgraniczna trasa edukacyjna "Beskidzka zielona ścieżka", przy której, oprócz ław, stołów czy zadaszeń dla turystów, postawiono także dwujęzyczne tablice informacyjne, dotyczące nie tylko realizowanego przedsięwzięcia, ale także walorów przyrodniczych Beskidów. Leśnicy przekonują, że wielogatunkowy las, o zróżnicowanym wieku drzew, o wiele lepiej niż świerkowe monokultury spełnia funkcje retencyjne, przeciwpowodziowe, glebochronne i klimatotwórcze.

Eksperci pocieszają, że choć bez świerków typowy beskidzki krajobraz nieco się zmieni, lasy nadal będą pełnić swoje najważniejsze funkcje. To, że las stał się wielogatunkowy, będzie szczególnie widać jesienią, gdy liście wielu drzew zmienią barwy. Dla leśników jednak najważniejsze są nie kolory lasu, ale jego funkcje. Chodzi o to, by stworzyć tak takie formacje roślinne, które będą świadczyły środowisku różne usługi o wiele lepiej od obecnych drzewostanów. Niegdyś za podstawową funkcję lasu uważano produkcję drewna. Obecnie wartości lasu nie mierzy się już drewnem, a jego walorami środowiskowymi czy turystycznymi.

Pierwotne beskidzkie lasy mieszane zaczęły znikać w XVI wieku, kiedy zaczęto zmieniać je w łąki i hale. W drugiej połowie XIX wieku, gdy rozwijający się przemysł potrzebował dużych ilości drewna, zaczęto na tym terenie sadzić monokultury świerkowe. Czas pokazał, że taki las jest nieodporny na choroby i szkodniki. Dlatego grozi mu całkowite wyginięcie. Tak stało się m.in. w lesie bawarskim czy górach Harzu w Niemczech, czeskiej Szumawie czy w Kanadzie, gdzie 9 mln hektarów lasu zamarło w dwa lata.

Leśnicy podkreślają, że atakujące drzewa choroby czy szkodniki są swoistym narzędziem przyrody w eliminacji tych zbiorowisk, których natura nigdy sama by tak nie ukształtowała. W Beskidach to rodzaj sprzeciwu natury wobec świerkowej monokultury. W ostatnich latach tempo obumierania świerczyn nieco osłabło m.in. dzięki temu, że latem nie było suszy.

Leśnicy podkreślają, że zamieranie lasu w Beskidach, które dla przyrody jest tylko jednym z etapów życia, dla człowieka oznacza wymierne szkody, związane m.in. ze zmianami w systemach retencji wodnej, ujęciami wodnymi czy walorami turystycznymi tych terenów. Stąd determinacja, by jak najdłużej utrzymać obecną szatę roślinną, a jednocześnie stopniowo przebudować las.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje