Zginął górnik w Czechowicach - Dziedzicach

24-letni górnik pracujący przy obsłudze przenośnika taśmowego zginął w nocy z czwartku na piątek w Przedsiębiorstwie Górniczym Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, gdzie pracował od 2 lat - poinformował Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach.

Rzeczniczka urzędu Jolanta Talarczyk podała, że do wypadku doszło na poziomie 556 m, podczas próbnego rozruchu przenośnika po wymianie uszkodzonego krążnika. Mężczyzna doznał bardzo rozległych obrażeń klatki piersiowej, zmarł przed upływem dwóch godzin.

Reklama

Na miejsce wypadku, w celu zbadania jego okoliczności, udali się przedstawiciele Okręgowego i Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach. Większościowym właścicielem Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia jest czeski Energetyczny i Przemysłowy Holding (EPH), działający, oprócz Czech, także m.in. na Słowacji i w Niemczech. Głębinowa kopalnia Silesia jest położona ok. 30 km od granicy polsko-czeskiej.

Zmarły górnik jest 21. śmiertelną ofiarą w górnictwie w tym roku, a 14. w kopalniach węgla kamiennego. Jak podkreśliła Talarczyk, poprzedni śmiertelny wypadek, który miał miejsce w środę w Zakładzie Górniczym Guzki, również zdarzył się przy przenośniku taśmowym.

Podczas czyszczenia rolki prowadzącej dolnej części taśmy przenośnika taśmowego odbierającego kruszywo z kruszarki, operator ładowarki został wciągnięty przez taśmę przenośnika, doznając śmiertelnych obrażeń.

- Mieliśmy nadzieję na dobry rok, z mniejszą liczbą wypadków. Niestety, w tym tygodniu wydarzyły się aż dwa wypadki śmiertelne. To niepokojące zjawisko, nierzadkie w okresie przed Barbórką. Na potrzebę szczególnej czujności i dbałości o bezpieczeństwo zwróci uwagę w przygotowanym liście do górników prezes Wyższego Urzędu Górniczego - powiedziała Talarczyk.

W całym ubiegłym roku zginęło 28 górników, w tym 22 w kopalniach węgla kamiennego.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje