13 zabitych w strzelaninie w Navy Yard w Waszyngtonie

Rośnie liczba śmiertelnych ofiar strzelaniny w Waszyngtonie. Co najmniej 13 osób nie żyje, w tym sprawca masakry - poinformowały władze Waszyngtonu. Policja poszukuje kolejnego napastnika. Motyw ich działania nie jest znany.

Do strzelaniny doszło w Navy Yard, nieczynnej stoczni i fabryce broni nad rzeką Anacostia, które obecnie służą za siedzibę Dowództwa Systemów Morskich, gdzie pracuje trzy tysiące osób. Cały kompleks położony jest w odległości 1,6 km od Kapitolu.

Reklama

Na miejsce zdarzenia wysłano śmigłowcami ekipę interwencyjną FBI. Ściągnięto też policyjne jednostki szturmowe SWAT. Cały teren rozbudowywanej dzielnicy został otoczony. Ewakuowano znajdujące się w pobliżu szkoły.

Tożsamości zabitego napastnika nie podano; burmistrz Waszyngtonu jest zdania, że nie doszło do ataku o charakterze terrorystycznym.

Liczba osób zastrzelonych i rannych zmieniała się z godziny na godzinę. Najnowszy bilans masakry to 13 zabitych i 10 rannych.

Policja informowała dotychczas, że poszukuje kolejnych potencjalnych sprawców - dwóch mężczyzn, białego i czarnoskórego, w wieku 40-50 lat, ubranych w stroje wojskowe. Teraz mowa jest już tylko o jednym poszukiwanym - czarnoskórym.

Świadkowie opowiadali, że jeden mężczyzna strzelał do ludzi w kawiarni z dolnego piętra, a drugi ostrzeliwał ludzi w holu na innym piętrze. Nie jest jednak do końca jasne, czy strzelało dwóch ludzi, czy jeden człowiek.

Z powodu strzelaniny z lotniska Ronalda Reagana w Waszyngtonie, położonego w odległości kilku kilometrów od siedziby dowództwa marynarki wojennej, nie wystartował rano żaden samolot; później loty wznowiono.

"Niewyobrażalna przemoc"

Powiadomiony o zdarzeniu prezydent Barack Obama powiedział, Stany Zjednoczone stanęły w obliczu "kolejnego masowego zabójstwa", a "odpowiedzialni za ten tchórzliwy czyn zostaną zatrzymani". - Wojskowi znają niebezpieczeństwo służby za granicą, lecz dziś stanęli w obliczu niewyobrażalnej przemocy, której nie mogli spodziewać się w domu - dodał prezydent.

W 2009 roku wojskowy psychiatra major Nidal Hasan otworzył ogień do swych kolegów w bazie Fort Hood w Teksasie, zabijając 13 osób (12 żołnierzy i cywila) oraz raniąc 32. Jak później tłumaczył, zrobił to dlatego, że chciał bronić talibskich przywódców przed żołnierzami przygotowującymi się do wyjazdu do Afganistanu. Hasan został pod koniec sierpnia skazany na karę śmierci.

IAR/PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: strzelanina | Waszyngton | USA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje