13 zabitych w strzelaninie w Navy Yard w Waszyngtonie

Prowadzący dochodzenie nie znaleźli dowodów, by w strzelaninie w Navy Yard, w której zginęło 13 ludzi, w tym napastnik zidentyfikowany jako Aaron Alexis, brał udział jeszcze jeden człowiek - poinformował burmistrz Waszyngtonu Vincent Gray.


Reklama

- Nadal badamy możliwość, że był drugi strzelający, ale nie mamy żadnych dowodów, żadnych wskazówek, na tym etapie dochodzenia, że był drugi strzelec - powiedział Gray.

Wcześniej informowano o poszukiwaniu drugiego człowieka, czarnoskórego w zielonym mundurze.

Zidentyfikowany napastnik to 34-letni Aaron Alexis z Fort Worth w Teksasie. Marynarka wojenna USA podała, że w latach 2007-2011 był rezerwistą.

Jak poinformował koncern Hewlett-Packard, Alexis pracował dla firmy znanej jako "The Experts", podwykonawcy kontraktu wojskowego dla HP Enterprise Services. Kontrakt ten obejmował "wymianę sprzętu do komunikacji wewnętrznej w korpusie amerykańskiej piechoty morskiej".

Ci którzy, znali Alexisa określają go mianem "inteligentnego i przyjaznego człowieka". W ostatnich latach interesował się kulturą Tajlandii i przeszedł na buddyzm. Inni mówią jednak, że miał napady agresji. Na przykład w 2004 roku został aresztowany w Seatle za to, że oddał trzy strzały ze swego Glocka w opony samochodu zaparkowanego przy jego domu. Ojciec Alexisa powiedział później policjantom , że cierpi on na zespół stresu pourazowego.

W 2010 roku sąsiadka, która mieszkała piętro niżej wezwała policję, gdy Alexis wystrzelił z pistoletu w podłogę czyli w jej sufit. Kobieta zeznała później, że kilkakrotnie zwracała uwagę na hałasy w jego mieszkaniu i wyraziła przekonanie, że oddał on strzał celowo. Podobno ten incydent przyczynił się do zwolnienia go ze służby w rezerwie marynarki wojennej w 2011 roku. Alexis wykonywał później zlecenia na rzecz wojska ale już jako pracownik zewnętrznej firmy. Broń, z której zastrzelił 12 osób, a ranił 14, kupił legalnie. Motywy jego działania nie są na razie znane.

"Kolejne masowe zabójstwo"

Do strzelaniny doszło w Navy Yard, nieczynnej stoczni i fabryce broni nad rzeką Anacostia, które obecnie służą za siedzibę Dowództwa Systemów Morskich, gdzie pracuje trzy tysiące osób. Cały kompleks położony jest w odległości 1,6 km od Kapitolu.

Z powodu strzelaniny Senat USA odwołał poniedziałkowe posiedzenie. Szefowa policji Dystryktu Kolumbia Cathy Lanier podała, że prowadzący dochodzenie znieśli już - po wyczerpaniu wszystkich śladów, iż mógł być drugi strzelający - zakaz opuszczania domów w sąsiedztwie Navy Yard.

Powiadomiony o zdarzeniu prezydent Barack Obama powiedział, Stany Zjednoczone stanęły w obliczu "kolejnego masowego zabójstwa", a "odpowiedzialni za ten tchórzliwy czyn zostaną zatrzymani". - Wojskowi znają niebezpieczeństwo służby za granicą, lecz dziś stanęli w obliczu niewyobrażalnej przemocy, której nie mogli spodziewać się w domu - dodał prezydent.

Obama zarządził, by w instytucjach państwowych do piątku opuszczono flagi do połowy masztu.

Dowiedz się więcej na temat: strzelanina | USA | Waszyngton | navy | Aaron Alexis

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje