Angela Merkel "oburzona wstrętnymi napaściami"

Policja i władze Kolonii zebrały się we wtorek na nadzwyczajnym spotkaniu w związku z napaściami seksualnymi i rabunkowymi, do których doszło w sylwestra w okolicach głównego dworca kolejowego w mieście. Oburzenie przestępstwami dokonanymi przez imigrantów wyraziła kanclerz Angela Merkel.

Incydenty w Kolonii oraz Hamburgu doprowadziły do zaostrzenia toczącej się w Niemczech od miesięcy dyskusji o polityce migracyjnej rządu Merkel. Krytycy pani kanclerz domagają się ograniczenia liczby osób wpuszczanych do kraju, deportowania obcokrajowców wchodzących w kolizję z prawem czy też wręcz zamknięcia granic. Zwolennicy polityki "otwartych drzwi" ostrzegają, by nie "potępiać w czambuł wszystkich uchodźców".

Reklama

W zeszłym roku do Niemiec przyjechało co najmniej 1,1 mln imigrantów. Władze Bawarii podały, że od początku br. niemiecką granicę w Bawarii przekracza dziennie 3 tys. osób poszukujących schronienia i pracy.       

Spotkanie zwołane przez burmistrz Kolonii Henriette Reker było poświęcone działaniom, jakie policja powinna podjąć w odpowiedzi na serię incydentów.

Co wydarzyło się w Kolonii?

Z policyjnych informacji wynika, że grupa ok. 1000 mężczyzn "o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej" zebrała się w noc z 31 grudnia na 1 stycznia w okolicach głównej stacji kolejowej i katedry. Z tłumu wyodrębniały się mniejsze grupy, które osaczały kobiety, napastowały je, a następnie okradały.

Komendant okręgowy policji Wolfgang Albers mówił o licznych wykroczeniach na tle seksualnym oraz o jednym przypadku gwałtu. Do południa we wtorek na policję wpłynęło ok. 90 zgłoszeń. Albers powiedział dziennikarzom, że policja nie wie jeszcze, kim byli sprawcy. Dodał, że z obserwacji policjantów wynika, że "w większości byli to młodzi mężczyźni, w wieku od 18 do 35 lat".

Szef związku zawodowego policjantów w Nadrenii Północnej-Westfalii Arnold Plickert powiedział telewizji ZDF, że napastnicy pochodzili z krajów arabskich i północnoafrykańskich. Jak wyjaśnił, grupy napastników liczące kilkadziesiąt osób otaczały swoje ofiary, uniemożliwiając policji szybką interwencję. 

Reakcja Angeli Merkel

Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert poinformował, że kanclerz Merkel w rozmowie telefonicznej z burmistrz Kolonii Henriette Reker wyraziła "oburzenie tymi wstrętnymi napaściami seksualnymi" i podkreśliła, że konieczna jest zdecydowana reakcja państwa prawa. "Trzeba uczynić wszystko, by ustalić wszystkich sprawców tak szybko, jak to tylko możliwe, i ukarać ich bez względu na ich pochodzenie" - powiedziała kanclerz Niemiec.

Reker poinformowała szefową rządu o wynikach kryzysowego spotkania policji i władz Kolonii. Seibert powiedział, że kanclerz jest też informowana przez ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere o przebiegu śledztwa.

Minister sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas na Twitterze napisał o "obrzydliwych napaściach" i podkreślił, że sprawcy powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności.

Rzecznik burmistrz Reker powiedział przed spotkaniem, że władze miasta "nie mogą i nie chcą pozwolić na powstanie strefy bezprawia" oraz nie pozwolą, by goście przyjeżdżający do Kolonii na karnawałowe uroczystości stawali się celami ataków. Reker przestrzegła zarazem przed wyciąganiem pochopnych wniosków dotyczących sprawców. Za "całkowicie niestosowne" uznała "wiązanie tej grupy, pochodzącej - jak się wydaje - z Afryki Północnej, z uchodźcami".

Incydenty również w Hamburgu

Także w Hamburgu policja prowadzi dochodzenie w sprawie napaści na kobiety dokonywanych podczas nocy sylwestrowej, jednak skala incydentów jest w tym przypadku znacznie mniejsza - pisze dpa.

Na Reeperbahn, głównej ulicy hamburskiej dzielnicy uciech St. Pauli, grupy liczące od 5-6 do 20 mężczyzn "o wyglądzie południowym lub arabskim" okrążały swoje ofiary, napastowały je oraz zabierały im dokumenty, telefony komórkowe i pieniądze. Według policji chodzi o dziewięć przypadków słownej napaści o charakterze seksualnym, rabunku i kradzieży rozbójniczej.

Telewizja publiczna ZDF zwraca uwagę, że liczba przestępczych band złożonych z cudzoziemców "drastycznie wzrosła". Zdaniem redakcji dotyczy to także znanych z otwartości miast takich jak Brema. Kilkuosobowe grupki atakują na ulicy samotne osoby, odbierając im telefony komórkowe i portfele. 

Szefowa eurosceptycznej i antyislamskiej partii Alternatywa dla Niemiec Frauke Petry obarczyła Merkel i jej rząd odpowiedzialnością za zajścia. "To konsekwencja niekontrolowanej imigracji" - powiedziała szefowa ugrupowania, które zdobywa popularność szczególnie na wschodzie Niemiec. Jej zdaniem polityka rządu wobec uchodźców jest "katastrofalna". 

Komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung" stwierdza, że powszechna w Niemczech zasada, że kobiety nie są "zwierzyną łowną", najwyraźniej nie dotarła do wszystkich. W niemieckich miastach działają klany cudzoziemskiego pochodzenia, które tworzą strefy, gdzie nie obowiązują niemieckie prawa - zauważa Berthold Kohler.

Heribert Prantl z "Sueddeutsche Zeitung" potępia zajścia, ostrzega jednak przed wykorzystywaniem przez skrajną prawicę incydentów do "chamskiej" propagandy przeciwko uchodźcom. Jego zdaniem wydarzenia w Kolonii mogą zagrozić pokojowi społecznemu w Niemczech. 

Dowiedz się więcej na temat: Angela Merkel | imigracja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje