Atak polskich chuliganów przerwał koncert w Londynie

Londyńska policja szuka sprawcy, prawdopodobnie Polaka, chuligańskiego ataku na tle rasistowskim. Postawiła także zarzuty innemu Polakowi.

Chodzi o sobotni incydent którego skutkiem było przerwanie plenerowego koncertu w północnym Londynie w dzielnicy Tottenham . W ruch poszły butelki, kamienie, a także nóż. Rany kłute odniósł 24-letni mężczyzna.

Jak dowiedział się korespondent Polskiego Radia, rannym był bawiący się na imprezie Polak, który próbował powstrzymać napastników. Rana brzucha okazała się niegroźna i opuścił już szpital. Policja nadal szuka sprawcy, ale ogłosiła, że postawiła też już zarzuty innemu naszemu rodakowi. W przekazanym Polskiemu Radiu oświadczeniu policja potwierdziła, że izarzuca mu się "atak z pobudek antysemickich". Mężczyzna miał zaczepić uczestnika koncertu i zrzucić mu z głowy jarmułkę. 22-letni Jarosław K. wyszedł za kaucją. Przed sądem stawi się 14 lipca.

Lokalne media donoszą, że atak przypuścić mieli członkowie Zjednoczonych Emigrantów - kibicowskiej grupy działającej na Wyspach. W poniedziałek w dzielnicy miała miejsca demonstracja przeciwko tym wydarzeniom. Zabezpieczająca imprezę policja ocenia, że przybyło na nią niemal 200 ludzi.

Pod koniec imprezy na scenę wkroczyła grupka ludzi. Rzucali butelkami i racami. Ktoś z publiczności został ugodzony nożem. Mieli na sobie odzież z rasistowskimi nadrukami,wykonywali rasistowskie gesty. - Po polsku rzucali pod adresem ludzi wulgarne, rasistowskie wyzwiska - mówi Polskiemu Radiu obecny na miejscu dziennikarz Oz Katerji. Dodał on, że impreza miała charakter rodzinny. - To było zupełnie niepolityczne wydarzenie. Były tam matki z dziećmi.

Dowiedz się więcej na temat: chuligani | Londyn

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje