​Bargiel: Wstyd mi za tych wspinaczy. Nikt nie zaangażował się w poszukiwania Olka Ostrowskiego

"Trochę mi wstyd za tych wszystkich wspinaczy, którzy byli w bazie pod Gaszerbrumami, bo nikt się w poszukiwania Olka nie zaangażował. Standardy, które panują teraz w górach, są bardzo przykre" - mówi RMF FM Andrzej Bargiel, który po zaginięciu Olka Ostrowskiego na Gaszerbrumie II pospieszył na pomoc spod Broad Peaku. W rozmowie z Maciejem Pałahickim Bargiel mówi, że rozważał wyjście w górę tylko w towarzystwie Szerpów, ale nie zgodziło się na to pakistańskie wojsko.

Maciej Pałahicki, RMF FM: To już definitywny koniec poszukiwań Olka Ostrowskiego? Tutaj, w Polsce, ogłoszono koniec - a jak wygląda to tam u was, na miejscu?

Reklama

Andrzej Bargiel: Porucznik łącznikowy pakistańskiej armii nie zgodził się na moje wyjście z Szerpami do góry. Zamknęli sezon pod Gaszerbrumami, musieliśmy zejść, jesteśmy w Concordii. Nie udało nam się nigdzie wyjść i nie jestem z tego powodu zadowolony, zawsze zostaje jakiś niesmak.

Tym bardziej, że specjalnie szliście na pomoc pod Gaszerbrumy z obozu pod Broad Peakiem.

Spakowaliśmy się zaraz po ataku (szczytowym na Broad Peak) i rano wyruszyliśmy do bazy pod Gaszerbrumami (Bargiel i Dariusz Załuski). Niestety tak się to wszystko nie poukładało, ten straszny wypadek... Nie cieszyliśmy się z tego, co się udało zrobić (Bargiel dokonał pierwszego w historii zjazdu na nartach z Broad Peaku). W takich sytuacjach to schodzi na drugi plan, w ogóle nie ma znaczenia. Próbowaliśmy tutaj coś zrobić i niestety to nie zadziałało.

Czyli w tej chwili na Gaszerbrumach nie ma już kompletnie nikogo?

Nie ma nikogo. Napatrzyliśmy się też, jak to wszystko wygląda i szczerze mówiąc, trochę mi wstyd za tych wszystkich wspinaczy, którzy byli tam w tej bazie, bo nikt się w te poszukiwania nie zaangażował. Te standardy, które panują teraz w górach, są bardzo przykre. Przez komercjalizację ludzie zrzucają całą odpowiedzialność na Szerpów i nikt nie ma poczucia, że można komuś pomóc - mimo że są w obozie pierwszym, drugim, w bazie. Zupełnie nikt ze wspinaczy się w to nie zaangażował. To jest bardzo przykre i mam nadzieję, że w końcu ktoś się za to weźmie i to się zmieni, bo tak to nie powinno działać. Takie jest moje zdanie.

Na poszukiwania poszli tylko tragarze. Nikt ze wspinaczy nie wyszedł?

No niestety nikt nie wyszedł. Nie wiem w ogóle, co ci ludzie mają w głowach. Obserwuję to i to jest niezdrowe, że dla ludzi wchodzenie na szczyt nie jest niebezpieczne, a pomaganie ludziom jest niebezpieczne. Wartość samego wyjścia na szczyt jest jakby większa niż nawet próba, podjęcie jakiejś próby pomocy komuś i uratowania życia.

Do nas tutaj docierały bardzo różne informacje, czasami bardzo sprzeczne - nawet jeśli chodzi o sam wypadek. Według waszej wiedzy tam, na miejscu, jak to się stało, że Olek wpadł do tej szczeliny?

Z Piotrem Śnigórskim wycofywali się z ataku szczytowego, zjeżdżali z obozu trzeciego w kierunku drugiego. Olek jechał pierwszy, trawersował nad serakami i niestety urwała się deska, która go zabrała i wpadł razem z tą lawiną do szczeliny. Tak to wyglądało. Piotr to widział, próbował tam pomóc, też był w szoku. Ten teren był na tyle trudny, że nie był w stanie sam nic zrobić. Krzyczał i zrobił, co mógł, później zjechał do obozu pierwszego i tam czekał - później pomoc była organizowana już na poziomie bazy.

Czyli nie było tak, jak mówiono, że jeden schodził na nogach, a drugi zjeżdżał - tylko obaj zjeżdżali w kierunku obozu drugiego.

Zjeżdżali na dół i to stało się ciut poniżej obozu drugiego.

Cała baza pod Gaszerbrumami została dzisiaj rano zwinięta i wszyscy idą już karawaną na dół?

Tak, no niestety tak. Tutaj w Pakistanie rządzi wojsko. Zastanawiałem się nawet, żeby spróbować wyjść w górę, ale bez pomocy Szerpów tak naprawdę nie byłem w stanie tam wyjść, bo zupełnie nie wiedziałem, gdzie to jest. Porucznik łącznikowy się nie zgodził, mimo trzygodzinnych negocjacji z nim, on rozmawiał ze swoim dowódcą, taką decyzję podjęli. Generalnie stwierdzili, że skoro zginęła tutaj jedna osoba, to nie chcą narażać nikogo więcej i nie ma możliwości przedłużenia naszego pobytu w bazie.

Czyli chciałeś iść tam sam z tragarzami, którzy by wskazali to miejsce?

Wyłącznie to miałoby sens, bo ja tam nie byłem. Wyjście bez Szerpów byłoby zupełnie bez sensu.

Maciej Pałahicki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje