Bułgaria: Budynek parlamentu ubezpieczono na wypadek rozruchów

​Po raz pierwszy od początku politycznej transformacji w Bułgarii w 1989 roku budynek parlamentu w Sofii został ubezpieczony na wypadek buntów, rozruchów i strajków. W kraju od pół roku trwają antyrządowe demonstracje.

Z komunikatu zamieszczonego na stronie internetowej parlamentu wynika, że budynek Zgromadzenia Narodowego i parlamentarny parking zostaną w 2014 roku ubezpieczone nie tylko od skutków takich zagrożeń jak nieumyślny pożar, czy trzęsienie ziemi, ale także "na wypadek obywatelskich niepokojów, buntów i rozruchów".

Przewodniczący parlamentu Michaił Mikow wyjaśnił, że chodzi o ubezpieczenie na wypadek umyślnego spowodowania szkód. "Wiecie, że parlament był demolowany kilkakrotnie. Lepiej, by w razie uszkodzenia budynku i samochodów płacił ubezpieczyciel niż bułgarscy podatnicy" - skomentował.

Reklama

Budynek parlamentu, zbudowany na początku XX wieku, jest pomnikiem kultury narodowej. Jego wartość ocenia się na 65 mln lewów (ok. 30,25 mln euro). Takie pomniki zgodnie z prawem obowiązkowo podlegają ubezpieczeniu, w tym na wypadek nieumyślnego zaprószenia ognia. Teraz dodano ubezpieczenie od skutków umyślnego podpalenia.

Do szturmu na parlament i próby jego podpalenia doszło w styczniu 1997 r., gdy po ogłoszeniu upadłości przez 14 banków i panującej w kraju hiperinflacji doszło do fali masowych protestów przeciw ówczesnemu rządowi socjalisty˙Żana Widenowa. Budynek poważnie ucierpiał; jeszcze kilka miesięcy po zajściach unosił się w nim zapach spalenizny.

Od czerwca, czyli od początku trwających w kraju antyrządowych protestów, budynek był wielokrotnie oblewany farbą, obrzucany pomidorami, jajami, a raz nawet słoikiem czarnego kawioru. Ten najbardziej egzotyczny, jak dotychczas, atak miał symbolizować niedopuszczalny w obliczu powszechnego ubóstwa luksus, jakim otacza się władza.

Podczas ataków ucierpiały także stojące na pobliskim parkingu samochody parlamentarzystów.

W grudniu demonstranci obrzucili parlament zapalonymi pochodniami, jednak do pożaru nie doszło, gdyż ze względu na rozstawione ogrodzenia pochodnie nie doleciały do budynku.

Antyrządowe protesty w Bułgarii rozpoczęły się 14 czerwca po tym, jak kontrowersyjny biznesmen i magnat medialny Delian Peewski został wybrany przez parlament na szefa wpływowej Państwowej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (DANS). Pod naciskiem protestujących zrezygnował on ze stanowiska, ale protesty, których uczestnicy zaczęli domagać się ustąpienia całego rządu i rozpisania przedterminowych wyborów, nie ustały i trwają nadal, choć z malejącą intensywnością.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje