Co ma pozostałość po dyktaturze Pinocheta do polskich emerytur?

Płonące autobusy, zabarykadowane drogi i ponad milion ludzi na ulicach - tak wyglądał miniony piątek w Chile. - Społeczeństwo tego kraju rozpoczęło walkę z prywatnymi funduszami emerytalnymi AFP właściwie już ponad dziesięć lat temu i wygląda na to, że cierpliwość ludzi jest na wyczerpaniu - mówi prof. Leokadia Oręziak. Ekspert w dziedzinie finansów tłumaczy też, dlaczego doświadczenia Chilijczyków mogą być istotne dla Polaków.

Justyna Kaczmarczyk, Interia: W piątek, 4 listopada, na ulice Chile wyszło ponad milion ludzi pod hasłem "kres kradzieży". Przeciwko czemu protestowali?

Reklama

Prof. Leokadia Oręziak: - Był to już kolejny w tym roku wielki protest społeczny przeciw prywatnym  funduszom emerytalnym AFP (Las administradoras de fondos de pensiones). Poprzednie masowe demonstracje uliczne miały miejsce w lipcu, sierpniu i październiku tego roku, a także w poprzednim roku i latach wcześniejszych. Społeczeństwo Chile rozpoczęło walkę z AFP właściwie już ponad dziesięć lat temu i wygląda na to, że cierpliwość ludzi jest na wyczerpaniu. Od połowy tego roku w ulicznych protestach w całym kraju uczestniczyły miliony osób. Jak podaje główny ich koordynator, organizacja NoMasAFP (Nigdy więcej AFP) w samym piątkowym proteście wzięło udział ponad milion uczestników, co oznacza, że duży odsetek ogólnej liczby ludności tego kraju, liczącego ok. 18 mln osób, ponownie wyszło na ulice, by żądać całkowitej likwidacji funduszy AFP i przywrócenia publicznego solidarnościowego (repartycyjnego) systemu emerytalnego.

- Demonstracje uliczne wzmocniły zorganizowany w tym dniu ogólnokrajowy strajk generalny przeciw tym funduszom. O ile poprzednie tegoroczne protesty przeciw AFP przebiegały w pokojowej atmosferze, to ten niedawny był niezwykle burzliwy. Wyrazem tego były m.in. płonące autobusy w stolicy kraju Santiago i barykady blokujące drogi w różnych regionach kraju. Doszło do licznych starć z siłami porządkowymi i użycia przez nie wody z armatek wobec demonstrantów.

Chilijczycy są coraz bardziej radykalni, jeśli chodzi o zmiany w systemie emerytalnym.

- Tak. Zauważmy, że dotychczasowe pokojowe demonstracje przeciw AFP, choć masowe, okazały się nieskuteczne. Przywódcy tego społecznego protestu zapowiadają, że nie zrezygnują z walki o likwidację systemu AFP i odbudowę w Chile solidarnościowego systemu emerytalnego. Zapowiedzieli przedstawienie w ciągu kilku tygodni konkretnej propozycji dotyczącej takiego systemu i wyrazili oczekiwanie, że rząd podejmie dialog w tej sprawie. Do władz skierowano też żądanie ogłoszenia ogólnokrajowego referendum, w którym społeczeństwo Chile mogłoby się wypowiedzieć czy jest za czy przeciw dalszemu istnieniu AFP.     

Jakie grupy społeczne czują się najbardziej poszkodowane z związku z funkcjonowaniem prywatnych funduszy AFP?

- System AFP istnieje w Chile od 36 lat. Ustanowiono go w 1981 r. czyli czasie dyktatorskich rządów generała Augusto Pinocheta. Wtedy to, zgodnie z neoliberalną ideologią, przeprowadzona została całkowita prywatyzacja emerytur, gdyż cała składka pobierana od wynagrodzeń pracowników została skierowana do AFP, do zarządzania przez prywatne instytucje finansowe. W starym systemie emerytalnym pozostawiono tylko wojsko i policję.

- Chile to pierwszy, i jak dotychczas jedyny kraj na świecie, gdzie sprywatyzowano praktycznie cały system emerytalny. Jego twórcy obiecywali wysokie emerytury, mające wynosić ponad 70 proc. ostatniego wynagrodzenia. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Ten sprywatyzowany system nie jest w stanie zapewnić większości swoich członków nawet minimalnych emerytur, skazując ludzi na dramatyczne ubóstwo w okresie starości. Pod naciskiem społecznym w 2008 r. wprowadzono dla tych osób finansowane z budżetu państwa niewielkie zasiłki emerytalne. W samym systemie AFP dokonano jedynie drobnych zmian kosmetycznych. Działania te nie poprawiły więc sytuacji ani obecnych ani przyszłych emerytów.

- Narastające, coraz większe niezadowolenie społeczne z istniejącego systemu emerytalnego skłoniło prezydent Michelle Bachelet do powołania w 2014 r., specjalnym dekretem, międzynarodowej komisji doradczej i powierzenia jej zadania przygotowania reformy emerytalnej. Po kilkunastu miesiącach pracy, we wrześniu 2015 r. komisja przedstawiła pani prezydent raport końcowy zawierający trzy główne propozycje zmian.

Co zakładają?

- Pierwsza propozycja dotyczy utrzymania systemu AFP bez zmian, ale zakłada wprowadzenie dodatkowej składki emerytalnej i podwyższenie wieku emerytalnego. Druga sprowadza się do zmniejszenia systemu AFP o połowę, zaś trzecia propozycja, mojego autorstwa, przewiduje całkowitą likwidację funduszy AFP (poprzez przekazanie zgromadzonych aktywów do państwowego funduszu rezerwy emerytalnej) oraz przywrócenie publicznego, solidarnościowego systemu emerytalnego (Zobacz). Jak widać, już ponad rok upłynęło od publikacji raportu i żadne zmiany nie nastąpiły. Kluczowe jest jednak to, że po raz pierwszy w oficjalnym państwowym dokumencie, jakim jest ten raport, znalazła się szczegółowo opracowana koncepcja zakończenia istnienia funduszy AFP i odbudowy w Chile takiego systemu emerytalnego, jaki funkcjonuje niemal we wszystkich krajach świata. Przedstawione w raporcie wyliczenia pokazują, że dzięki tej zmianie wszystkie emerytury mogłyby wzrosnąć co najmniej o 75 proc.

Dlaczego emerytury z AFP były dotychczas bardzo niskie? To już kolejny taki protest. Czy manifestacje Chilijczyków przynoszą skutki?

- Wynika to z samej istoty systemu AFP. Jego rzeczywistym celem nigdy nie były emerytury, tylko przechwycenie, poprzez składkę emerytalną, części wynagrodzenia milionów pracowników przez instytucje finansowe (firmy ubezpieczeniowe i banki) oraz wielkie grupy kapitałowe. Ideologia, która temu towarzyszyła opierała się i dalej się opiera na takich górnolotnych hasłach jak rozwój rynku kapitałowego i gospodarki oraz tworzenie długoterminowych oszczędności.

A prawdziwe oblicze tego systemu?

- Za organizatorami niedawnych masowych protestów, można powiedzieć, że system AFP okazał się zalegalizowaną gigantyczną grabieżą na rzecz garstki elit. Opłaty pobierane za zarządzanie funduszami pochłaniają niemal jedną trzecią przekazywanych do funduszy składek. Wartość zgromadzonych w funduszach aktywów finansowych, w tym akcji, redukowały dotychczas liczne kryzysy finansowe i załamania giełdowe.

- Poza tym system AFP został tak skonstruowany, że na wypłatę emerytur przeznacza się jedynie około 40 proc. kwoty kierowanych do niego co miesiąc składek. Reszta powiększa zasób pozostający we władaniu instytucji zarządzających funduszami i podmiotów z nimi powiązanych. Obecnie aktywa AFP wynoszą ok. 170 mld USD, co stanowi ponad 60 proc. PKB Chile. Jeżeli ten system się nie zmieni, to aktywa te już nigdy nie wrócą do chilijskiego społeczeństwa, ponieważ na wypłatę bieżących emerytur będzie dalej przeznaczać jedynie niewielką część ogólnej sumy wpływających na bieżąco składek. Trzeba podkreślić, że ponad 40 proc. ogólnej kwoty aktywów AFP zostało zainwestowanych za granicą, w tym głównie w Stanach Zjednoczonych. Z kolei aktywa krajowe to głównie inwestycje w akcje kilkunastu wielkich grup kapitałowych i udzielone im pożyczki. Taki kształt systemu emerytalnego stał się źródłem ogromnych zysków dla wąskiej grupy instytucji i osób. Przez ostatnie trzy dziesięciolecia mocno umocniły one swą pozycję w systemie władzy i mediach. Tłumaczy to utrzymywanie się tego systemu mimo masowego sprzeciwu społecznego.

W jaki sposób doświadczenia Chilijczyków  mogą być istotne dla Polaków?

- Reforma emerytalna wprowadzona w Polsce w 1999 r. była wzorowana na reformie dokonanej w Chile w 1981 r. Polska, jako jeden z nielicznych krajów świata ustanowiła wtedy przymusowy drugi filar w postaci OFE, do którego skierowano prawie 40 proc. składki emerytalnej. Gdyby nie zmiany wprowadzone w OFE w 2011 r. i 2014 r. polskie finanse publiczne uległyby całkowitemu załamaniu. Z powodu drugiego filara od 1999 r. powstał dodatkowy dług publiczny przekraczający ponad 300 mld zł. Kolejne rządy musiały bowiem zaciągać pożyczki, by pokryć ZUS ubytek składki idącej do OFE zamiast na wypłatę bieżących emerytur. Mimo tych zmian OFE dalej są przyczyną zadłużania państwa. W 2016 r. potrzeby pożyczkowe rządu, by sfinansować ten ubytek wynoszą ponad 3 mld zł. Poza tym aktywa, które obecnie pozostają w OFE (ok. 140 mld zł), tak, jak wszystkie aktywa tych funduszy, zostały także sfinansowane długiem. Odsetki od tego długu codziennie powiększają zadłużenie publiczne naszego kraju.

- Mimo tych negatywnych doświadczeń z prywatyzacją emerytur, rysuje się perspektywa dalszego brnięcia w system emerytalny oparty na inwestowaniu w instrumenty finansowe. Z niedawnego przeglądu systemu emerytalnego dokonanego przy udziale ZUS wynika, że ograniczany będzie system zabezpieczenia społecznego na rzecz systemu rynkowego, w tym poprzez upowszechnienie pracowniczych planów emerytalnych. Trudna walka społeczeństwa Chile o sprawiedliwy system emerytalny powinna być przestrogą przed kontynuacją takich eksperymentów, bez względu na to jak piękne hasła o tworzeniu długoterminowych oszczędności im przyświecają.

Prof. Leokadia Oręziak - Kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Autorka książki "OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce" (2014)

Zobacz także:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje