Czesi i Słowacy wspominają koniec praskiej wiosny i inwazję Układu Warszawskiego

Czesi i Słowacy wspominali w niedzielę koniec "praskiej wiosny", czyli próby demokratyzacji ustroju komunistycznej Czechosłowacji, której kres w 1968 roku położyła interwencja wojsk Układu Warszawskiego.

Rocznicę wydarzeń sprzed 43 lat uczczono w Pradze i Bratysławie. W czeskiej stolicy główne uroczystości odbyły się pod gmachem radia publicznego; politycy i mieszkańcy miasta złożyli wieńce w miejscu, w którym prażanie niegdyś starli się z radzieckimi czołgami.

Reklama

W stolicy Słowacji wieńce pod tablicami upamiętniającymi sierpień 1968 roku złożył prezydent Ivan Gaszparovicz. "Wybaczaj, lecz nie zapominaj! - oświadczył słowacki przywódca. - Ta historia nas wiele nauczyła i każe szanować to, co przyniosły dni po 1989 roku".

Słowacki wicepremier Jan Figel zwrócił uwagę, że 43. rocznicę inwazji wojsk Układu Warszawskiego Słowacy obchodzą w wolnym kraju. Takiego szczęścia nie mają obywatele Kuby czy Białorusi - zauważył.

Zarówno nad Wełtawą, jak i nad Dunajem stacje radiowe i telewizyjne przy tej okazji przygotowały wiele programów dokumentalnych przywołujących dramatyczne wydarzenia 1968 roku. Prezentowane są relacje świadków, wspomnienia i reportaże przedstawiające punkt widzenia okupowanych i okupantów. Czeska prywatna telewizja Nova w sobotni wieczór wyemitowała polsko-czeską komedię "Operacja Dunaj" z udziałem Zbigniewa Zamachowskiego, Macieja Stuhra, Tomasza Kota, czeskiego reżysera Jirzego Menzla oraz aktora Bolka Polivki. Film opowiada o losach załogi polskiego czołgu, która zgubiła się po wjeździe do Czechosłowacji.

Próba reform systemu komunistycznego w Czechosłowacji nazywana "praską wiosną" rozpoczęła się w kwietniu 1968 roku, gdy pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Czechosłowacji (KPCz) wystąpił z postulatami tzw. socjalizmu z ludzką twarzą, czyli zmian gwarantujących m.in. większą swobodę gospodarczą, ograniczenie cenzury w mediach czy dopuszczenie do władzy innych od komunistycznych ugrupowań politycznych.

Zaniepokojenie wydarzeniami w Czechosłowacji wyrazili przywódcy pozostałych państw bloku wschodniego, a także czechosłowaccy radykałowie z KPCz.

W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku czechosłowacką granicę bez wiedzy władz w Pradze przekroczyli żołnierze pięciu państw Układu Warszawskiego: ZSRR, Polski, Węgier, Bułgarii i NRD. Była to największa operacja wojskowa w Europie po drugiej wojnie światowej. Siły inwazyjne liczyły około 750 tysięcy ludzi, 6300 czołgów, 2000 dział, 550 samolotów bojowych i 250 transportowych. Nie napotkały niemal żadnego oporu, ich wejściu towarzyszyły głównie protesty.

W czasie inwazji zginęło jednak 108 Czechosłowaków. Najwięcej ofiar spowodowały strzały oddane z radzieckich czołgów w kierunku tłumu demonstrującego pod gmachem radia w Pradze. Wojska ZSRR miały rozkaz wyłączyć wszystkie nadajniki radiowe, a radio jeszcze nad ranem nadawało relacje z prowadzącej do jego gmachu alei Vinohradskiej, w której było słychać odgłosy wystrzałów i ryk czołgowych silników. W okolicach rozgłośni śmierć poniosło kilkanaście osób.

Czechosłowackiego przywódcę obozu reform Alexandra Dubczeka wywieziono do Moskwy i zmuszono do podpisania zgody na operację sojuszników. Sekretarza odsunięto od władzy i z czasem wydalono z partii.

Po praskiej wiośnie w Czechosłowacji nastąpił okres "normalizacji", czyli czystek w partii komunistycznej, zwolnień opozycjonistów z pracy, likwidacji różnych organizacji i stowarzyszeń, zakazu pracy dla osób duchownych nie współpracujących z reżimem, czy przywrócenia cenzury pod fasadą względnej stabilizacji gospodarczej w kraju.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje