Debata: Kandydaci na szefa KE krytykują wpływ przywódców na decyzje w UE

Główni kandydaci ugrupowań europejskich, będący jednocześnie kandydatami na szefa przyszłej KE, krytykowali zbyt duży wpływ przywódców na decyzje w UE. Dyskusja odbyła się w kontekście spekulacji na ile przywódcy uszanują wynik wyborów typując szefa Komisji.

Chadek Jean-Claude Juncker, socjalista Martin Schulz, liberał Guy Verhofstadt i kandydatka Zielonych Ska Keller wzięli udział w poniedziałek wieczorem w debacie, która odbyła się na Uniwersytecie w Maastricht i była transmitowana przez Euronews. Dyskutowali m.in. o niebezpieczeństwie zasiadania w przyszłym Parlamencie Europejskim obok ekstremistów i o sposobach na Rosję w kontekście jej działań na Ukrainie.

Reklama

Była to pierwsza debata czterech kandydatów po spotkaniach Schulz-Juncker, które komentatorzy określali jako niezbyt porywające. Tym razem "rumieńców" debacie nadawały komentarze Verhofstadta i utarczki m.in. między nim a Schulzem oraz między kandydatką Zielonych a kandydatami chadeków i socjalistów.

Verhofstadt podkreślał podczas debaty, że celem liberałów jest naprawa gospodarki i tworzenie nowych miejsc pracy dla młodych. - Ale do tego potrzebujemy innej Europy - powiedział. Zaznaczył, że potrzebna jest "rzeczywista" Komisja Europejska wykorzystująca swoje prawo inicjatywy legislacyjnej. Skrytykował obecnego szefa KE Jose Barroso, który "najpierw dzwoni do Berlina, potem do Paryża i dopiero, gdy ma zielone światło od obu, podejmuje inicjatywę".

Choć także Juncker przyznał, że rzeczywista władza musi być przeniesiona z "wyłącznej kompetencji" Rady Europejskiej (przywódcy) do innych instytucji, w tym PE i KE, to zauważył, że krytykowana Rada składa się z premierów wywodzących się z rodzin politycznych reprezentowanych w PE. Schulz uważa z kolei, że władza, którą - jego zdaniem - Rada Europejska sobie nadała w czasie kryzysu prowadzi do sytuacji niezgodnej z unijnym traktatem, a przywódcy wtrącają się nawet w szczegóły ustanawiania prawa.

27 maja na nieformalnym szczycie mają spotkać się w Brukseli przywódcy UE, by omówić wyniki wyborów do PE. Pojawiają się wątpliwości dotyczące tego, na ile uwzględnią oni wyniki eurowyborów wskazując kandydata na szefa KE, którego jednak będzie musiał zatwierdzić PE. Oficjalne wskazanie kandydata ma nastąpić na czerwcowym szczycie UE.

- To jest nie do pomyślenia, to będzie oznaczać koniec europejskiej demokracji, jeśli Rada Europejska po tych debatach wyborczych i po tych wyborach, wybierze na szefa KE kogoś z zewnątrz - mówił Verhofstadt.

W czasie debaty, podczas której pytania kandydatom zadawali studenci, poruszono kwestię bezrobocia młodzieży. W opinii Schulza młode pokolenie płaci swoimi życiowymi szansami za kryzys, za który odpowiedzialność powinni wziąć spekulanci. Wskazał na szkodliwe cięcia w budżetach na edukację i badania. Juncker, dawny szef eurogrupy, pytany czy przez promowanie polityki cięć ma na sumieniu "stracone pokolenie", odparł, że nie promował cięć, ale zdrowe finanse publiczne, bez których nie ma wzrostu.

Juncker znalazł się też w ogniu krytyki ze strony Keller, która zarzuciła mu, że będąc premierem Luksemburga "przewodził rajowi podatkowemu wewnątrz UE" i "dało mu wiele doświadczenia w kwestii unikania podatków, ale nie tak wiele w kwestii tworzenia sprawiedliwości społecznej".

Kandydaci wyrazili też obawę, że niska frekwencja w wyborach może przyczynić się do zwiększenia szans skrajnych i eurosceptycznych ugrupowań. Podkreślali, że ugrupowania takie nie oferują rzeczywistych rozwiązań problemów. Schulz apelował do wyborców, by wzięli udział w wyborach europejskich i głosowali na ugrupowania demokratyczne, aby do przyszłego PE nie weszły ruchy "proponujące nienawiść, ksenofobię i "polujące na mniejszości". - Dla mnie jako Niemca, jest nie do wyobrażenia, żeby partia nazistowska mogła zasiadać w przyszłym PE i jeszcze raz robiła propagandę dla ideologii Adolfa Hitlera - mówił. - Mamy problem z partiami centrowymi, które przejmują slogany prawicowych ekstremistów. Sądzę, że to jest właśnie największy problem i strategiczny błąd - podkreślała z kolei Keller.

W trakcie debaty poruszono też problem imigracji. Juncker zauważył, że wszyscy imigranci: poszukujący azylu, a nawet imigrujący z powodów ekonomicznych, muszą być akceptowani na terytorium UE, ale "musimy lepiej zorganizować wewnątrzunijną solidarność". Schulz zapowiedział, że system legalnej imigracji do UE będzie jedną z jego pierwszych inicjatyw, gdy zostanie szefem KE.

Ożywioną dyskusję między kandydatami wywołał temat Ukrainy i tego, z jaką reakcją UE powinna spotkać się Rosja. Zdaniem Verhofstadta, UE powinna pójść dalej z sankcjami, bo prezydent Rosji Władimir Putin "nie zatrzyma się, jeśli zobaczy słabą Europę". Zauważył, że nie chodzi nawet o sankcje gospodarcze, ale o sankcje na najbliższe otoczenie Putina i na oligarchów, do czego - w przeciwieństwie do USA - UE nie ma odwagi.

Schulz podkreślał konieczność rozwiązań dyplomatycznych. Jego zdaniem, na długą metę Rosja nie ma interesu w konflikcie z UE. Zdaniem Verhofstadta, to naiwne myślenie. - Putin to autokratyczny przywódca, który nie chce demokracji także w swoim własnym kraju - podkreślił.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje