Deklaracja Trumpa oznacza kłopoty na Bliskim Wschodzie?

Kraje arabskie z dużym niepokojem przyjmują deklarację Donalda Trumpa, który ma ogłosić dzisiaj decyzję o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela. Amerykański prezydent zapowiada rozpoczęcie procesu przenoszenia ambasady Stanów Zjednoczonych z Tel Awiwu do Jerozolimy.

Cytowany przez gazetę "The National" jeden z najważniejszych arabskich polityków, były przewodniczący Ligi Arabskiej Amr Musa podkreśla, że deklaracja Donalda Trumpa zakończy proces przywracania pokoju na Bliskim Wschodzie. 

Reklama

"Musimy zapytać samych siebie jak ma wyglądać nowy porządek w regionie i jak powinniśmy go dopasować do naszych interesów" - mówił dzisiaj Moussa.

Trump jako pierwszy amerykański przywódca od czasu powstania Izraela formalnie chce uznać Jerozolimę za stolicę tego kraju. Wczoraj amerykański prezydent odbył serię rozmów telefonicznych z przywódcami krajów bliskowschodnich. Według saudyjskiego dziennika "Arab News" król Arabii Saudyjskiej Salman ostrzegł Trumpa przed wybuchem gniewu muzułmanów, który będzie konsekwencją podjętej decyzji. Według gazety saudyjski król zadeklarował poparcie dla Palestyńczyków i ich historycznego prawa do Jerozolimy.

Król Jordanii Abd Allah II już wczoraj zadeklarował potrzebę natychmiastowego zorganizowania spotkania członków Ligi Arabskiej, którzy zareagowaliby na decyzje amerykańskiego prezydenta. Król przestrzegł, że konsekwencją przeniesienia amerykańskiej ambasady do Jerozolimy będzie destabilizacja w regionie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje