"Der Spiegel" o błędach policji wobec terrorysty z Berlina

Niemiecka policja popełniła kardynalne błędy podczas działań operacyjnych przeciwko Tunezyjczykowi Anisowi Amriemu, który w grudniu 2016 r. porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu polskiego kierowcy wjechał nią w tłum w Berlinie, zabijając 12 osób - podał w sobotę "Der Spiegel".

Jak pisze wydawany w Hamburgu magazyn, przebywający na Zachodzie Niemiec Amri przyjechał 18 lutego do Berlina. Policja w Nadrenii Północnej-Westfalii kontrolująca jego rozmowy w internecie z bojownikami Państwa Islamskiego (IS) w Libii uznała go za osobę niebezpieczną, która może w każdej chwili dokonać aktu przemocy.

Reklama

Z tego powodu policja w Berlinie dostała polecenie dyskretnego obserwowania migranta z Tunezji. Jednak berlińscy funkcjonariusze wbrew wcześniejszym ustaleniom zabrali podejrzanego z dworca autobusowego na komendę i w dodatku zarekwirowali mu będący na podsłuchu telefon komórkowy.

Jak wynika z akt śledztwa, do których dotarł "Spiegel", od tego momentu Amri nie tylko był uprzedzony o działaniach operacyjnych, lecz w dodatku ostrzegł innych islamistów o obserwacji.Agent policji "Murat" uplasowany w kręgach islamistów zaznał, że Amri poinformował go o przesłuchaniu w Berlinie i konfiskacie telefonu.

W tym czasie radykalny kaznodzieja Boban S. o przydomku "Serb" zaapelował do islamistów, by byli bardziej ostrożni i nie zabierali telefonów komórkowych udając się w podróże.

Wpadka berlińskiej policji to nie jedyny błąd popełniony wobec Amriego. W marcu 2016 roku w Oberhausen pracownica urzędu miejskiego miała ostrzec Amriego, że musi uważać, ponieważ policja podejrzewa go o wyłudzanie świadczeń.

Amri 19 grudnia 2016 roku porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.

Amri znany był niemieckiej policji na długo przed zamachem. Funkcjonariusze berlińskiego urzędu kryminalnego, którzy obserwowali podejrzanego, zbagatelizowali jednak zagrożenie, a po fakcie sfałszowali dokumentację, by ukryć swój błąd. Powołana przez władze Berlina komisja analizuje przyczyny nieprawidłowości.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje