"Der Tagesspiegel" o szczycie w Wilnie: UE - bezzębny tygrys

Niemiecki dziennik "Der Tagesspiegel" upatruje przyczyny porażki UE w sporze z Rosją o Ukrainę w słabości wspólnoty europejskiej, spowodowanej kryzysem w strefie euro; gazeta nazywa Unię Europejską "bezzębnym tygrysem".

Kryzys wspólnej waluty - euro sprawił, że z wzoru podziwianego na całym świecie UE stała się problemem wymagającym pomocy ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego - czytamy w komentarzu opublikowanym w piątek na łamach wydawanej w Berlinie gazety.

Reklama

"Der Tagesspiegel" podkreśla, że chociaż UE funkcjonuje nadal dzięki "zgranemu systemowi biurokracji", to na arenie międzynarodowej jest bardzo słaba. Dowodem na to jest zdaniem komentatora sytuacja, do jakiej doszło przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie.

- W sporze o umowę stowarzyszeniową z Ukrainą Rosja pokazała eurokratom, czym ci rzekomi globalni gracze są w rzeczywistości bezzębnymi tygrysami, pozbawionymi znaczenia wojskowego, a w dziedzinie ekonomii tak bardzo zajętymi ograniczaniem szkód wewnątrz Europy, że niezdolnymi do pomocy potencjalnym partnerom spoza UE  - czytamy w komentarzu. Autor nazywa zaistniałą sytuację "tragedią wobec wartości, o które Europa walczy".

Postępując zgodnie z klasycznymi zasadami polityki siły: "żądać, grozić, szantażować", prezydent Władimir Putin wykorzystał europejską słabość i zmusił rząd Ukrainy do rezygnacji z podpisania umowy - pisze "Der Tagesspiegel".

Zauważa, że przedstawiciele UE "niedyplomatycznie wyrazili dezaprobatę" wobec postępowania Moskwy, lecz nie ma to najmniejszego wpływu na sytuację. "Kto jest tak bardzo zależny gospodarczo jak Ukraina od Rosji, ten ma bardzo ograniczone pole manewru" - stwierdza autor.

Zdaniem niemieckiej gazety spór o Ukrainę powinien stać się pretekstem do włączenia Rosji do rozmów. Komentator zastrzega, że nie chodzi o to, by scedować decyzję o relacjach Kijowa z UE na Moskwę, ani też by podejmować decyzję ponad głowami głównych zainteresowanych, lecz by przekonać Putina, że rządzony przez niego kraj też skorzystałby na zbliżeniu byłej radzieckiej republiki do UE.

Putinowi trudno pogodzić się z faktem, że szczyt UE w Wilnie obraduje tak blisko rosyjskiej granicy. Trudno uwolnić się od wizerunku wroga, gdy nie ma się pojęcia o partnerstwie, lecz myśli się wyłącznie w kategoriach dominowania i podległości. "UE nie jest sojuszem wojskowym, jej podstawą jest uznanie wspólnych wartości. Zbliżenie do tych wartości wyszłoby Rosji na dobre" - konkluduje "Der Tagesspiegel".

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Putin | Wilno

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje