"Die Welt": Cień Jałty znowu nad Europą

70 lat temu w czasie Konferencji Jałtańskiej połowę Europy oddano Stalinowi. Tak jak wtedy, tak i dziś Zachód boi się we właściwy sposób zareagować na oszustwa Rosjan - pisze "Die Welt".

W artykule wstępnym "Die Welt" przypomina, że dokładnie 70 lat temu, 4 lutego 1945 roku, trzech przywódców koalicji antyhitlerowskiej: prezydent USA Roosevelt, premier Wielkiej Brytanii Churchill oraz dyktator ZSRR Stalin, zadecydowali o powojennym podziale Europy. Autor artykułu Thomas Kielinger zwraca uwagę, że podczas gdy zachodni alianci (głównie Amerykanie) trzymali się honorowo ustaleń, Stalin je cynicznie łamał. Jako przykład podaje przyrzeczenie przeprowadzenia wolnych wyborów w Polsce, dane aliantom przez Stalina "podczas gdy od dawna już wszystko było w toku, by zainstalować tzw. rząd lubelski jako marionetkowy, przyszły komunistyczny rząd Polski".

Reklama

W ten sposób - pisze "Die Welt" - Stalin zniewalał jeden kraj po drugim. "Podobnie Władimir Putin chce białe nazwać czarnym i mówi bez przerwy o »faszystach w Kijowie«, którzy destabilizują Ukrainę, podczas gdy on sam, powoli, ale konsekwentnie, infiltruje wschodnią Ukrainę z pomocą regularnych oddziałów rosyjskiego wojska i najnowocześniejszej broni".

"Die Welt" przypomina w tym kontekście pierwszą konferencję prasową prezydenta Ronalda Reagana, który mówił o tym, że Rosjanom nie wolno ufać. Na początku lat 90-tych, analizuje autor, wydawało się, że Reagan nie miał racji. "Jednak jeśli jest coś, co jest jeszcze bardziej szokujące niż liczba niewinnych ludzi, którzy stracili życie w wojnie ukraińskiej, to powrót Putina do, wydawałoby się, dawno przezwyciężonego, modelu Rosji, który w samospełniającym się proroctwie stwarza sobie wrogów, od narodu wymaga ofiar i chce zastraszyć świat " - pisze "Die Welt".

Autor przypomina w tym kontekście słowa Bena Emmersona, adwokata wdowy po zamordowanym byłym agencie KGB Aleksandrze Litwinience. Nazwał on Władimira Putina "zwykłym kryminalistą w przebraniu męża stanu". W odpowiedzi następnego dnia u południowych wybrzeży Anglii pojawiły się dwa rosyjskie bombowce dalekiego zasięgu. "Co to za czasy, w których otwarte słowa w chronionej przez prawo przestrzeni stają się powodem zabawy z lontem o nieobliczalnych konsekwencjach? Co to za gra, w której jeden z uczestników wymyśla własne reguły, lekceważąc międzynarodowe umowy prowadzi swój własny kraj na gospodarcze i moralne manowce?" - pyta retorycznie autor artykułu. "Czy starczy nam odwagi, wytrzymałości i fantazji, by sprowadzić Kreml na drogę rozsądku? Od odpowiedzi na to pytanie będzie zależało coś więcej niż tylko przyszłość Europy" - podsumuje "Die Welt".

opr. Bartosz Dudek, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje