Dramat na Morzu Śródziemnym. 400 osób zaginionych

Ratownicy mówią o przypuszczalnie największej tragedii uchodźców w regionie Morza Śródziemnego od 2013 roku, kiedy u wybrzeży Lampedusy utonęło ponad 360 osób. Tym razem dramat toczy się u wybrzeży Libii.

Według informacji organizacji "Save the Children“, wśród ofiar są przypuszczalnie niezliczone dzieci. W poniedziałek, około 80 mil morskich od wybrzeży Libii włoska straż przybrzeżna uratowała z wywróconej łodzi 144 osoby. Wyłowiono też dziewięć zwłok. Mimo szeroko zakrojonej akcji ratunkowej, dalszych zaginionych jeszcze nie znaleziono. - Trzeba przyjąć, że łodzie transportowały znacznie więcej ludzi. Dlatego od razu wszczęliśmy poszukiwania samolotami i łodziami. Ale wobec tylu uchodźców jest prawdopodobne, że niektórzy nie przeżyli - powiedział rzecznik straży przybrzeżnej Filippo Marini.

Reklama

Po rozmowach z uratowanymi obawy te potwierdziły się. Rzecznik Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) mówi o 550 osobach znajdujących się na wywróconych łodziach. Z Libii wypłynęły cztery. Oznaczałoby to, że w tym kolejnym dramacie rozgrywającym się na Morzu Śródziemnym utonęło 400 osób. Największa jak dotąd tragedia zdarzyła się w 2013 roku u wybrzeży Lampedusy, gdzie zginęło ponad 360 osób. Nieszczęście to wzbudziło burzliwą dyskusję na temat europejskiej polityki wobec tzw. nielegalnych imigrantów..

Uchodźcy zostali przewiezieni do miasta Reggio di Calabria na południu Włoch. Jedna z uratowanych kobiet powiedziała dziennikarzom, że przed wypłynięciem grupa spędziła cztery miesiące w fabryce przetwórstwa sardynek w pobliżu Trypolisu. - Jedliśmy tylko raz dziennie i niczego nam nie było wolno. Kiedy ktoś rozmawiał z przyjacielem czy sąsiadem, był bity - opowiadała.

Napięta sytuacja w centrach dla uchodźców

W ostatnich dniach znowu gwałtownie zwiększyła się liczba osób, które z narażeniem życia próbują przedostać się do Europy przez Morze Śródziemne. W ciągu zaledwie kilku dni, od piątku 10 kwietnia, zdołano uratować blisko 8,5 tysiąca ludzi. Sytuacja we włoskich centrach dla uchodźców jest dramatyczna. Tylko do Palermo przybyło we wtorek 1200 osób. Wszystkim potrzebna jest pomoc i dach nad głową. - Już apelowałem: szukamy chętnych, którzy nas wesprą, przede wszystkim młodych ludzi, którzy w ten sposób mogą doświadczyć, czym jest zaangażowanie się po stronie najsłabszych, uchodźców - powiedział dyrektor Caritasu w Palermo Sergio Mattaliano.

Jednocześnie przemytnicy w Libii są coraz bardziej pozbawieni skrupułów i wykorzystują sprzyjającą pogodę, by w przeładowanych łodziach wysłać na morze tysiące uchodźców. Rzym od dawna domaga się pomocy od innych państw europejskich.

Prowadzona przez Włochy operacja patrolowania Morza Śródziemnego w poszukiwaniu uchodźców "Mare Nostrum" skończyła się w ubiegłym roku. Zastąpiła ją unijna misja "Triton". Obrońcy praw człowieka i organizacje humanitarne uważają ją jednak raczej za środek do odstraszania przemytników a nie program pomocy uchodźcom.

Zaczyna brakować łodzi?

Unijna agencja ds. granic Frontex poinformowała tymczasem, iż we wtorek, około 60 mil morskich od wybrzeży Libii przemytnicy przemocą odebrali łódź, z której włoska straż uratowała przedtem blisko 250 osób. Straż chciała wziąć łódź na hol, kiedy pojawił się ścigacz z przypuszczalnie przemytnikami na pokładzie. Oddali oni w powietrze kilka strzałów i zniknęli z pustą łodzią uchodźców.

Dyrektor wykonawczy Frontexu Fabrice Leggeri uważa, iż jest to znak, że przemytnikom operującym w Libii zaczyna brakować łodzi. Był to już drugi taki incydent od początku bieżącego roku.

(dpa, rtr, tagesschau.de) / Elżbieta Stasik, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama