Dziennikarz "Spiegla": Merkel zagraża demokracji

Angela Merkel zgromadziła w swoich rękach ogromną władzę, lecz zamiast wykorzystać ją do przewodzenia Niemcom i Europie, jest bierna i reaguje jedynie na wydarzenia. Jej taktyka "usypiania" Niemców jest groźna dla demokracji - ostrzega dziennikarz "Spiegla" Dirk Kurbjuweit.

Kurbjuweit określił postępowanie Merkel mianem "cynicznej formy" sprawowania władzy. Kanclerz sprawia wrażenie, jakby miała ogromną władzę, lecz zupełnie nie wykorzystuje tego potencjału - ocenia. - Merkel umacnia swoją władzę tylko po to, by ją mieć, a nie po to, by ją wykorzystać. Chodzi tylko i wyłącznie o utrzymanie władzy - twierdzi niemiecki dziennikarz, autor książki "Bez alternatywy. Merkel, Niemcy i koniec polityki".

Kurbjuweit od lat analizuje politykę Merkel na łamach najbardziej prestiżowego niemieckiego magazynu politycznego "Der Spiegel". Jego książka należy do nielicznych publikacji krytycznych wobec szefowej niemieckiego rządu, cieszącej się zarówno w Niemczech, jak i na świecie ogromnym prestiżem.

Reklama

Merkel od 9 lat zasiada w fotelu kanclerskim. Jej pozycja w Niemczech jest niezagrożona, a większość jej rodaków pragnie, by po kolejnych wyborach w 2017 roku nadal rządziła krajem. Brytyjski dziennik "The Times" przyznał ostatnio niemieckiej kanclerz tytuł "Osobistości roku 2014", podkreślając jej rolę w kontaktach Zachodu z Rosją. 

Władza dla samej władzy

Płynące z zagranicy pochwały nie robią na dziennikarzu "Spiegla" żadnego wrażenia. Jego zdaniem Merkel nie ma żadnego "politycznego fundamentu", a jedyną wartością, do której jest przywiązana, jest "bardzo ogólnie rozumiane pojęcie wolności". W RFN już od dawna nie trzeba walczyć o wolność - zauważa Kurbjuweit. Jak podkreśla, jedyną siłą napędową kariery Merkel jest jej "ambicja, by wspiąć się na szczyt".  

Kurbjuweit porównuje Merkel, która jego zdaniem nie zasługuje na miano polityka wybitnego, z jej poprzednikami. Jak zaznacza, większość z nich wykazywała polityczną odwagę i potrafiła "iść pod prąd". Chwali pierwszego kanclerza RFN Konrada Adenauera, który wybrał dla RFN sojusz z Zachodem kosztem zjednoczenia kraju na warunkach ZSRR - wbrew stanowisku dużej części zachodnioniemieckiego społeczeństwa.

Wymienia też Willy'ego Brandta - twórcę "Ostpolitik" czyli polityki pojednania z krajami Europy Środkowej i Wschodniej, w tym z Polską - napotykającej w latach 60. i 70. sprzeciw Niemców. Podziwia Helmuta Kohla jako twórcę jedności Niemiec i wspólnej waluty euro. Gerhard Schroeder, pomimo protestów społeczeństwa, przeforsował reformy rynku pracy i systemu zabezpieczeń socjalnych - "Agendę 2010".

Każdej z tych decyzji towarzyszyły długie i zacięte dyskusje. - To dobrze, bo paliwem demokracji jest spór - mówi Kurbjuweit w rozmowie z dziennikarzem PAP w Berlinie, dodając, że przez dziesięciolecia polityczne spory były "kwintesencją zachodnioniemieckiej kultury politycznej". 

Epoka wielkiej ciszy

Przejęcie władzy przez Merkel rozpoczęło epokę "wielkiej ciszy". Jej rządy nazywa "nowym biedermeierem" - określenie nawiązujące do odpolitycznienia życia publicznego po Kongresie Wiedeńskim (1815 r.)

- Merkel nie ogranicza debat - zastrzega dziennikarz, zaznaczając, że szefowa rządu "nie odważa się, by iść aż tak daleko". Merkel nie inicjuje dyskusji publicznych, co oznacza, że ich nie ma, gdyż to politycy w warunkach niemieckich są inicjatorami takich debat.

Za poważny mankament uznaje brak dyskusji o rosnącej liczbie uchodźców czy też o programie ratowania waluty euro, co doprowadziło do powstania w Niemczech partii i ruchów obywatelskich eurosceptycznych i antyislamskich.    

Merkel unika sporów, co jest jej świadomym wyborem - twierdzi Kurbjuweit. Zrozumiała, jacy w istocie są Niemcy, i wspaniale potrafi się im "podlizywać".

Szefowa rządu "w sposób niemal budzący trwogę" odpowiada politycznym pragnieniom Niemców. Można wręcz mówić o symbiozie między kanclerzem a obywatelami. Merkel ucieleśnia ten kraj w stopniu dotąd niespotykanym. Niemieckie społeczeństwo pragnące zgody i wyrozumiałości odnalazło się w osobie Merkel, będącej symbolem konsensusu i wyrozumiałości - ocenia dziennikarz. 

"Niegodne" stanowisko

Analizując strategię stosowaną przez Merkel w działaniach politycznych, Kurbjuweit wymienia na pierwszym miejscu "akcyjność". Jako przykład podaje nagłą decyzję o rezygnacji z energii atomowej, podjętą bez żadnej dyskusji i wbrew jej wcześniejszym poglądom pod wpływem zdjęć z katastrofy w Fukushimie. Autor ponadto wytyka pani kanclerz kierowanie się sondażami, działania pozorne, unikanie decyzji zgodnie z zasadą - kto nic nie robi, ten nie popełnia błędów. 

Oceniając politykę Merkel wobec Europy, Kurbjuweit nie zostawia na niemieckiej kanclerz suchej nitki, wytykając jej, że zachowuje odziedziczoną po poprzednikach międzynarodową pozycję kraju na świecie - "ekonomicznego mocarstwa, które od innych Europejczyków domaga się ofiar, lecz samo tuczy się i nie miesza w sprawy polityczno-wojskowe, ponieważ nie chce samo ponosić ofiar".

- To wygodne, lecz niegodne stanowisko, a w dodatku nie jest ono fair - ocenia Kurbjuweit.

Jego zdaniem Merkel nie jest Europejką z potrzeby serca, tak jak Kohl, lecz kieruje się racjonalnymi przesłankami, opierając się na niemieckich interesach. - Chce stworzyć polityczną osłonę niemieckiemu eksportowi - tłumaczy dziennikarz. Jak dodaje, Merkel, "chłodna Niemka", wynalazła "chłodny nacjonalizm". Nie ma on nic wspólnego z szowinizmem, nie jest ekspansywny, lecz pasywny - zastrzega. 

"Największy grzech wobec demokracji"

Najcięższym zarzutem, jaki Kurbjuweit formułuje wobec Merkel, jest "demobilizacja" wyborców. Jej kampanie wyborcze są "celowo łagodne, niewzbudzające emocji i zainteresowania". Celem szefowej rządu jest zniechęcenie do udziału w wyborach zwolenników SPD, którzy nie uczestniczą w wyborach, chyba że "coś ich wkurzy".

Ta demobilizacja wyborców zamiast wzywania ich do głosowania to "największy grzech wobec demokracji" - ocenia Kurbjuweit, nazywając to postępowanie "podłą strategią".  

Kurbjuweit przewiduje, że Merkel pozostanie po 2017 roku na stanowisku kanclerza, chyba że zwolni się ważne międzynarodowe stanowisko, które uzna ona za atrakcyjne. Taką ofertą mogłoby być stanowisko sekretarza generalnego ONZ. Jeżeli Merkel uzna, że ma szansę na to stanowisko, to zrezygnuje z fotela kanclerskiego - przepowiada Dirk Kurbjuweit. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje