Ekspert: Zawęża się krąg ludzi wokół Putina

Krąg ludzi wokół prezydenta Rosji zawęża się; irytują się z powodu braku dostępu do Władimira Putina oraz malejącego w wyniku sankcji i spadku cen ropy tortu do podziału. Tymczasem to od elit zależy, czy i kiedy Putin upadnie - mówi ekspert ds. Rosji Mark Galeotti.

Zdaniem Galeottiego ukraińska wojna ma ogromny wpływ na putinowski system władzy. - Wiemy, że krąg ludzi wokół Władimira Putina się zawęził. Wiele kluczowych grup interesu nie ma do niego dostępu - powiedział w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej Galeotti, który jest brytyjskim profesorem na New York University, specjalizującym się w najnowszej historii Rosji oraz sprawach bezpieczeństwa i przestępczości zorganizowanej.

- Od osoby z rosyjskiego Sztabu Generalnego wiem, że Putin odsunął od siebie wiele osób, które wcześniej mu doradzały - powiedział Galeotti. Posłuch u prezydenta Rosji straciło także wielu jego najbogatszych przyjaciół - oligarchów. - Pod rządami Putina oligarchowie są tylko funkcjonariuszami państwowymi, jak każdy inny. Stajesz się oligarchą, ponieważ masz to szczęście, że Putin chce, byś kierował daną branżą. I jesteś oligarchą tej branży tak długo, jak Putin jest z ciebie zadowolony - powiedział.

Reklama

21 osób straciło 61 mld dolarów

W wyniku kryzysu ukraińskiego w tym systemie zaszły jednak poważne zmiany. 21 najbogatszych ludzi z otoczenia Putina straciło od początku kryzysu ukraińskiego 61 mld USD, czyli ćwierć swej fortuny (według Bloomberg Billionaires Index). Np. majątek Giennadija Timczenki, zdobyty za pośrednictwem handlu ropą, spadł do 4,1 mld USD z 11 mld w 2014 roku.

- System oddawania przysług trwa, ale ich zakres poważnie zmalał. Tort maleje, co oznacza, że jest większa konkurencja między tymi, którzy wciąż mają dostęp do jego kawałków. By mój kawałek był większy, czyjś inny kawałek musi zmaleć. Więc wyścig staje się coraz bardziej brutalny politycznie - powiedział Galeotti.

Druga różnica polega jego zdaniem na tym, że Putin przestał się konsultować z oligarchami. - W starym systemie Putina oligarchowie mieli poczucie, że to, co mówią, ma znaczenie; mogli poza tym cieszyć się urokami systemu, wyjeżdżać za granicę. A teraz Putin nawet się nie wysila, by się z nimi konsultować - powiedział Galeotti.

Publiczne oznaki niezadowolenia

W efekcie braku dostępu do Putina niektórzy swoje poirytowanie zaczęli wyrażać publicznie. - To było fascynujące, gdy Jewgienij Primakow (były dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego, potem minister spraw zagranicznych, a następnie premier - red.) zaczął krytykować Putina publicznie - powiedział Galeotti. Primakow oświadczył, że Rosja musi uniknąć samoizolacji w sprawie Ukrainy i znaleźć drogę do zakończenia walk. Ocenił, że bez współpracy z UE i NATO Rosja będzie tracić na znaczeniu. Swoje uwagi zamieścił w artykule, który opublikowała w połowie stycznia rządowa "Rossijskaja Gazieta".

Zdaniem Galeottiego 85-letni Primakow, który dotąd nie miał w zwyczaju afiszowania się, "zdecydował się publicznie wyrazić swoje zdanie, tylko dlatego, że nie może korzystać z normalnych kanałów dotarcia do Putina".

- Ideologia też staje się coraz bardziej problematyczna - dodał rozmówca PAP. - Ci ludzie są oczywiście nacjonalistami, ale ogólnie rzecz biorąc są samolubnymi, cynicznymi pragmatykami. Po prostu chcą dobrze żyć. I nagle nie mogą podróżować dlatego, że są objęci zachodnimi sankcjami, albo dlatego, że rubel nie ma już takiej siły, albo po prostu dlatego, że w obecnej sytuacji w Rosji wyjeżdżanie za granicę jest źle widziane, wręcz nieakceptowane.

Elity zdecydują o losie Putina

Zdaniem Galeottiego Putin wciąż potrzebuje jednak tych ludzi. - To są ludzie, którzy prowadzą dla niego kraj. A on nawet nie jeździ w ostatnich dniach na Kreml, tylko pozostaje na swej daczy. Więc jeśli Putin ostatecznie upadnie, to stanie się to, ponieważ elity obrócą się przeciwko niemu. To nie będzie efekt masowych protestów - powiedział Galeotti.

Nie zgodził się z opinią, że Putinowi oligarchowie nie są tak bardzo potrzebni, skoro cieszy się rekordowym poparciem społeczeństwa. - To bez znaczenia. Jest to system oparty tylko na jednym człowieku, który się liczy i który kontroluje media. Nie można porównać tego do Zachodu. Jeśli elity uznają, że jest niebezpieczny, to przejdzie na emeryturę np. z powodu "złego stanu zdrowia"; dostanie nagrody i statuetki. To nie ma znaczenia, co myśli motorniczy w Kemerowie. Teraz Putin staje się coraz bardziej religijny, co jest całkowicie sprzeczne z tym, czego chce większość elit. Oni nie dbają o ogólną sytuację tak bardzo, jak o swoje BMW - powiedział.

Putin nie jest strategiem

Jak podkreślił Galeotti, Rosja jest znacznie gorzej rządzona, niż uważa się na Zachodzie; Putin nie jest żadnym wielkim strategiem i jedynie reaguje na wydarzenia, a Rosja wydaje się tak silna na arenie międzynarodowej tylko dlatego, że łamie zasady, wykorzystując fakt, że Zachód nie chce się mocniej zaangażować w konflikt na Ukrainie. - Nienawidzę tych porównań Putina do mistrza szachowego. Tak w ogóle nie jest. Rosja to jedna z najbardziej rozpadających się kleptokracji - powiedział.

Na pytanie, czy można się więc spodziewać, że Putin upadnie prędzej niż później, ekspert przyznał, że tak jak w Związku Radzieckim w Rosji działa dobrze tylko aparat bezpieczeństwa. - Oni wciąż są naprawdę dobrzy w tym, co robią - powiedział. Jego zdaniem system upadnie nie z powodu jakiegoś oddolnego masowego powstania, tylko "w wyniku przewrotu politycznego na górze". - Ani zamieszki, ani terroryzm nie są tak naprawdę w stanie rzucić państwu wyzwania - dodał.

Przyznał, że w kontekście kryzysu na Ukrainie najbardziej niebezpiecznym czynnikiem jest to, że nie wiadomo, co Putinowi mówią ci, którzy wciąż mają u niego posłuch. Zdaniem eksperta bezradne są tu także służby wywiadu. - My wiemy, jak świat wygląda dla nas, ale nie wiemy, jak wygląda dla Putina - powiedział. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje