Erdogan ostrzega, że może wydalić zagranicznych ambasadorów

Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan ostrzegł w sobotę, że może wydalić z kraju pewnych ambasadorów niewymienionych z nazwy państw; oskarżył ich o prowokacje w kontekście zataczającego coraz szersze kręgi skandalu korupcyjnego.

W przemówieniu do sympatyków w mieście Samsun, nad Morzem Czarnym, Erdogan oświadczył, że "ambasadorowie powinni wykonywać swoją pracę" i nie wykraczać poza swój obszar kompetencji. - Nie musimy trzymać was w naszym kraju - dodał premier.

Reklama

Niektóre prorządowe tureckie gazety oskarżały amerykańskiego ambasadora o wspieranie działalności wymierzonej w państwowy turecki bank Halk Bankasi (Halkbank); amerykańska ambasada zaprzecza tym zarzutom. Dyrektor tego banku Suleyman Aslan znalazł się w grupie ludzi aresztowanych w ostatnich dniach i oskarżonych o korupcję.

Według prorządowych tureckich mediów ambasador USA Francis Ricciardone mówił przedstawicielom Unii Europejskiej, że Waszyngton zażądał od Halkbanku zerwania wszelkich związków z Iranem ze względu na sankcje nałożone na ten kraj.

Halkbank znalazł się w ogniu krytyki w Stanach Zjednoczonych za domniemane prowadzenie nielegalnych transakcji z Iranem, ale zdementował te doniesienia.

Sam Ricciardone w sobotę oświadczył za pośrednictwem Twittera, że "nikt nie powinien narażać relacji amerykańsko-tureckich na podstawie bezzasadnych twierdzeń".

Także w sobotę tureckie media poinformowały, że w ramach śledztwa w sprawie korupcji formalne zarzuty postawiono 16 osobom, w tym synom dwóch ministrów - spraw wewnętrznych i gospodarki.

W sumie w areszcie przebywa obecnie 24 ludzi. W sobotę sąd nakazał zwolnienie 33 osób, w tym burmistrza jednej ze stambulskich dzielnic, oraz syna ministra środowiska. W związku ze sprawą ze stanowiska usunięto kilkudziesięciu komendantów policji, którym zarzucono nadużycia władzy i zatajanie śledztwa.

Skandal korupcyjny, w który zamieszani są ludzie z najbliższego otoczenia Erdogana, wybuchł na kilka miesięcy przed wyborami lokalnymi uważanymi za test dla szefa rządu i jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP).

Wielu politologów uważa, że śledztwo to może być elementem walki politycznej między rządem a wpływowym duchownym tureckim, mieszkającym w USA Fetullahem Gulenem, którego ruch o nazwie Hizmet (Służba) popierał partię premiera od 2002 roku, ale ostatnio zerwał ten sojusz.

Dowiedz się więcej na temat: Recep Tayyip Erdogan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje