"Erdoganowi ledwo udało się zwyciężyć w wyborach"

Turecka prasa szeroko komentuje zwycięstwo Recepa Tayyipa Erdogana w wyborach prezydenckich. Prorządowe media chwalą wynik, z kolei te powiązane z muzułmańskim duchownym Fettulahem Gulenem krytykują niską frekwencję i piszą, że Erdoganowi ledwo udało się wygrać głosowanie.

Nagłówki na pierwszych stronach dwóch dzienników "Today Zaman" (wersja anglojęzyczna) i "Zaman" (wersja tureckojęzyczna), które uważane są za progulenowskie, głoszą: "Erdoganowi ledwo udało się zwyciężyć w pierwszych powszechnych wyborach".

Reklama

"Wynik jest grubo poniżej 55 czy 57 proc., jakich oczekiwał przywódca Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP)" - ocenia gazeta, cytując także jednego z obserwatorów OBWE George'a Tsereteliego, który zwrócił uwagę, że frekwencja była niższa, niż oczekiwano.

Jak pisze "Today Zaman", frekwencja wyniosła tylko 73 proc. Dla porównania, w wyborach lokalnych w marcu głos oddało 89 proc. uprawnionych do głosowania.

Gazeta wylicza także incydenty, do jakich doszło w czasie wyborów. W mieście Sanliurfa w jednym z lokali aresztowano mężczyznę, który próbował wrzucić do urny kilka kart do głosowania. W Adanie członek opozycyjnej Nacjonalistycznej Partii Działania (MHP) i jego synowa odkryli, że ktoś inny oddał głos w ich imieniu. W Gaziantep 87-letnia kobieta złożyła zażalenie na lokalną komisję wyborczą, której członkowie namówili ją, by zagłosowała na Erdogana, choć miała zamiar oddać głos na Ihsanoglu.

"Zaman" pisze też, że obie gazety, a także współpracująca z nimi agencja prasowa Cihan, zwykle znana ze sprawnej obsługi wyników wyborów, były w niedzielę atakowane przez hakerów, co bardzo utrudniło im pracę.

Dziennikarze i komentatorzy lewicowego "Cumhuriyet", umiarkowanych "Hurriyet" oraz anglojęzycznego "Hurriyet Daily" spekulują na temat przyszłości zarówno AKP, jak i głównych partii opozycji, które w niedzielę poniosły porażkę.

Jednym z głównych tematów, którymi cały kraj będzie żył przez następne kilka dni jest kwestia następcy Erdogana na stanowisku premiera i przywódcy AKP. Zgodnie z konstytucją jako prezydent musi on z obu tych funkcji zrezygnować.

"Cumhuriyet" pisze, że do niedzieli wydawało się, iż pod uwagę nie jest brany Abdullah Gul, ustępujący prezydent i bliski współpracownik Erdogana. Jednak od niedzieli wieczór jego nazwisko jako potencjalnego kandydata zaczęło znowu krążyć w kuluarach władzy.

"Niektórzy w zarządzie partii zaczęli coś przebąkiwać na temat wyborów parlamentarnych w 2015 r. i faktu, że lepiej byłoby, gdyby partia miała silnego przywódcę, a nie tylko cień Erdogana na tym stanowisku" - pisze gazeta.

Wszystko będzie zależeć od tego, na kiedy centralny wykonawczy komitet AKP zwoła nadzwyczajny kongres partii, na którym zostanie wybrany następny lider.

Jeśli zjazd odbędzie się przed 28 sierpnia, Gul nie będzie mógł w nim uczestniczyć, bo w dalszym ciągu będzie piastował urząd prezydenta. Według "Cumhuriyet" będzie to oznaczało, że nadal jest wykluczony z gry o władzę. Jednak jeśli kongres miałby się odbyć później, Gul jest zdecydowanie bardzo silnym kandydatem.

Barcin Yinanc, znana kolumnistka "Hurriyet Daily", zastanawia się z kolei nad przyszłością przywódców dwóch głównych partii opozycyjnych.

W felietonie pt. "Zmiana wisi nad pokonaną opozycją" Yinanc pisze, że wielu tradycyjnych zwolenników zarówno Partii Ludowo-Republikańskiej, jak i MHP, nie poparło tych ugrupowań w niedzielnych wyborach, i ich przywództwo musi zastanowić się nad konsekwencjami takiej sytuacji.

"Nadchodzą wybory parlamentarne. Najgorszym koszmarem sennym Turcji nie jest od tej chwili zwycięstwo Erdogana w wyborach prezydenckich. To już się stało. Największym koszmarem naszego kraju jest możliwość, że przywódcy CHP i MHP pozostaną na tych samych stołkach i w roku 2015, i następnych" - pisze Yinanc.

Tymczasem znany komentator prorządowej gazety "Sabah" Ibrahim Kalin w swoim powyborczym felietonie skomentował wynik wyborów jako "zasłużone zwycięstwo Erdogana, które raz jeszcze potwierdziło jego zdolności przywódcze i popularność".

Dziennikarz wylicza sukcesy, jakie osiągnęła Turcja od 2002 r., kiedy to partia Erdogana doszła do władzy: rozwój gospodarczy, kontakty i negocjacje z UE na temat członkostwa, rozpoczęcie procesu pokojowego z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), a także zmianę równowagi sił w wewnętrznej polityce kraju, przez zlikwidowanie wpływu armii na decyzje rządu.

Pod wielkim nagłówkiem "Naród wybiera Erdogana na prezydenta, Turcja wkracza w nową erę", gazeta podkreśla, że "odsetek głosów oddanych w tych wyborach na Erdogana znacząco wzrósł w porównaniu z marcowymi wyborami samorządowymi, z 45,5 proc. w marcu do 52 proc. obecnie".

Dodaje, że "poparcie dla opozycji znacząco zmalało, z 44 proc., jakie dwie główne partie opozycyjne, CHP i MHP, otrzymały łącznie w marcu, do około 37 proc., jakie ich wspólny kandydat Ekmeleddin Ihsanoglu otrzymał w niedzielę".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje