Ewakuacja promu: Wzrosła liczba ofiar

Z jednej do pięciu wzrosła liczba ofiar śmiertelnych pożaru promu "Norman Atlantic", na którym od ponad doby trwa ewakuacja pasażerów. Grecki resort żeglugi poinformował o znalezieniu ciał czterech ofiar. Rząd włoski potwierdził nowy bilans.

Nieznane są szczegóły dotyczące znalezienia ciał kolejnych ofiar. Już wczoraj potwierdzono śmierć mężczyzny narodowości greckiej, który poślizgnął się i wpadł do wody. 

Reklama

Potem jeden z uratowanych, narodowości tureckiej, twierdził, że widział w wodzie 4 martwe osoby - dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Nie potwierdziła tego włoska straż przybrzeżna. Sugerowano, że Turek był w stanie szoku. Teraz przedstawiciel greckiego rządu potwierdził informację, że cztery osoby nie żyją. 

Jest śledztwo

Według najnowszych doniesień z pokładu ewakuowano 407 osób. Włoski rząd ogłosił, że po ponad dobie akcji ratunkowej na pokładzie została już tylko załoga.

Cała operacja ewakuacji na morzu między wybrzeżem Włoch i Albanii ma zakończyć się w najbliższym czasie - ogłosił premier Matteo Renzi na konferencji prasowej w Rzymie.

Prokuratura z Bari w Apulii wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego doprowadzenia do katastrofy morskiej z powodu pożaru. Nikomu nie postawiono dotąd zarzutów.

Włoski armator promu, spółka Visemar, zadeklarował gotowość współpracy z władzami i wymiarem sprawiedliwości w celu wyjaśnienia okoliczności katastrofy i zapewnił, że prom był w pełni sprawny. Wcześniej media informowały, że kontrola stanu technicznego przeprowadzona w połowie grudnia wykazała sześć usterek, w tym kłopoty z drzwiami przeciwpożarowymi. Armator wyjaśnił, że problemy te zostały rozwiązane zanim prom wyszedł w morze.

Pożar na jednostce, która płynęła z greckiego portu Patras do włoskiej Ankony, został ugaszony po kilkunastu godzinach, ale ratownicy mówią, że wciąż są tam małe ogniska płomieni. Przyczyna pożaru, jaki wybuchł w pokładowym garażu, nadal jest nieznana.

Dramatyczna sytuacja pasażerów

Sytuację na pokładzie określano jako dramatyczną. Koczujący na mrozie i wietrze ludzie byli skrajnie przemarznięci, wygłodzeni i przerażeni. Byli z nimi lekarze i sanitariusze, których przetransportowano tam jednym z helikopterów. W nocy z niedzieli na poniedziałek w skrajnie trudnych warunkach z pokładu zabrano około 100 osób.

Wokół promu stoi osiem jednostek z ekipami ratunkowymi, krążą śmigłowce, które stopniowo zabierają ludzi. To jedyna w obecnych warunkach pogodowych możliwa droga ewakuacji i dlatego przebiega ona tak wolno. Trwa walka z czasem. Prognozy pogody na najbliższe godziny są złe, nadchodzi nawałnica i bardzo silny wiatr.

Wśród ewakuowanych osób kilkanaście ma różne obrażenia i objawy hipotermii. Żona greckiego pasażera, który utonął, powiedziała mediom, że spędzili oni cztery godziny w wodzie. Jak dodała, jej mąż zginął, próbując ją ratować.

Do portu w Bari w Apulii wpłynął w poniedziałek rano statek z 49 wyczerpanymi rozbitkami. Rejs tej jednostki przebiegał z poważnymi problemami. Około godz. 3 statek dotarł w rejon Brindisi, ale nie mógł wpłynąć do tamtejszego portu z powodu wzburzonego morza, dlatego został skierowany do Bari. Wśród rozbitków jest dwoje nielegalnych imigrantów z Afganistanu - podała agencja Ansa.

Na pokładzie promu znajdowało się łącznie 422 pasażerów i 56 członków załogi. Podróżowali nim przede wszystkim Grecy. Wśród pasażerów innych narodowości nie wymieniono Polaków.

IAR/PAP/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje