Ewakuacja w Nowym Jorku przed kolejną wichurą

W tydzień po przejściu cyklonu Sandy sytuacja w wielu rejonach Nowego Jorku wraca do normy, choć nie ustały problemy z komunikacją i benzyną. Burmistrz Michael Bloomberg zalecił ewakuację najniżej położonych terenów miasta przed spodziewaną kolejną silną wichurą.

Podczas gdy wielu z 375 tysięcy nowojorczyków z terenów objętych obowiązkową ewakuacją mogło powrócić do domów, burmistrz zalecił, aby ci którzy mieszkają na zagrożonych zalaniem terenach na wszelki wypadek szukali schronienia w bezpiecznym miejscu. Już w środę ma bowiem region nawiedzić nowa wichura.

Reklama

"Nie zarządzamy generalnej ewakuacji ze strefy A (do której należą najniżej położone tereny miasta - red.)" -đ powiedział burmistrz. Nakazał jednak zamknięcie parków, plaż i plac zabaw od południa w środę do południa w czwartek.

Istnieje obawa, że wichura, która według prognoz będzie o wiele słabsza niż Sandy, może przynieść ulewę, silny wiatr, a nawet śnieg. Wiatr w porywach może dochodzić niemal do 100 km/godz. Śnieg stwarzałby natomiast dodatkowe niebezpieczeństwo ponieważ pod jego naporem mogą się łamać drzewa.

Tymczasem mimo, że Nowy Jork powraca do życia, wciąż występują problemy z komunikacją. Dotknięte są tym m.in. duże skupiska Polaków w rejonach Greenpoint oraz Riggewood, do których nie dochodzą pociągi metra. Dają się także we znaki długie kolejki po benzynę.

Szefowa polonijnego tygodnika "Kurier Plus" Zofia Kłopotowska dopiero we wtorek mogła dotrzeć do swojego domu na Manhattanie.

"W czasie huraganu nie było ani prądu, ani gazu, ani ogrzewania. Dzisiaj zauważyłam, że sąsiedzi już wracają z walizkami" - mówiła.

Dziennikarka narzekała także, że musiała iść pieszo do pracy z Manhattanu na Greenpoint ponieważ nie kursuje linia metra "G", ani też nie zatrzymują się zatłoczone autobusy mające tam dowozić pasażerów.

Choć większość sklepów, zwłaszcza dużych, jest już czynnych, nie we wszystkich jest taki jak zazwyczaj wybór świeżego towaru.

W dużym supermarkecie spożywczym Key Food przy 4 Ulicy i Alei A z powodu braku prądu trzeba było usuwać żywność.

"Zaraz rzucili się na nią biedni ludzie. Przez jakiś czas półki sklepowe były niemal puste, ale teraz się już zapełniają" - mówił PAP mieszkający w okolicy Andre Preisunger.

Anna Leśniak, mieszkanka Ridgewood w dzielnicy Queens, gdzie osiedla się w ostatnich latach coraz więcej Polaków, mówi, że Sandy nie sprawił w tej dzielnicy takich kłopotów jak wielu innym rejonom miasta. Tylko niektóre sklepy były zamknięte, a teraz prawie wszystko się uspokoiło.

Są tam jednak wciąż problemy z transportem, bo nie kursuje łącząca Ridgewood z miastem linia metra "L". Ciągle też ciężko kupić benzynę. "Rano na stacji benzynowej ludzie ustawiali się z kanistrami w kolejce długiej na trzy bloki" - mówiła Leśniak.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje