Francja: Najsilniejsza partia opozycyjna ma rekordowe długi

Główna partia opozycyjna Francji UMP ma rekordowe długi, ponad 74 mln euro - wykazał w środę niezależny audyt. Sytuację pogarszają oskarżenia o nielegalne finansowanie kampanii prezydenckiej w 2012 roku oraz pokrywanie prywatnych wydatków z partyjnej kasy.

Problem nie ogranicza się do tego, że dług UMP przekracza 74 mln euro - rzecz w tym, że ci, którzy kierują tą partią rządzili też Francją przez 15 lat - pisze konserwatywny miesięcznik "Causeur". Przypomina, że pod rządami wywodzących się z tej partii premierów - Edouarda Balladura, Alaina Juppego, Jean-Pierre'a Raffarina, Dominique'a de Villepina i Francois Fillona - dług publiczny wzrósł z 400 mld euro do 1,8 bln euro.

Reklama

"Innymi słowy w ciągu 15 lat, przez które finansami kraju zarządzała prawica, dług powiększył się ponadczterokrotnie (...). Powierzylibyście im swoje oszczędności? Ja nie" - pisze skądinąd prawicowy komentator "Causeura" Xavier Thery.

Prasa, niezależnie od afiliacji politycznej, nie oszczędza UMP, która stała się ostatnio wytwórnią afer: tzw. afera Bygmaliona, związana z finansowaniem nieudanych wyborów prezydenckich Nicolasa Sarkozy'ego w 2012 roku, zmusiła niedawno do abdykacji szefa partii Jean-Francois Copego.

UMP popadła w poważne kłopoty już w ub. roku, gdy Rada Konstytucyjna odrzuciła rozliczenie kampanii prezydenckiej Sarkozy'ego. UMP musiała zwrócić do państwowej kasy ok. 11 mln euro dofinansowania kampanii ze środków publicznych.

Od kilku dni do mediów przeciekają też informacje o prywatnych wydatkach Cope i jego żony pokrywanych z partyjnych pieniędzy.

"We wszystkich państwach Zachodu naturalny porządek rzeczy jest taki, że prawica uzdrawia finanse (państwa) poprzez rygorystyczną politykę oszczędności, a potem ustępuje miejsca lewicy, która jest bardziej rozrzutna. We Francji jest na odwrót" - komentuje Thery.

O rekordowym zadłużeniu UMP audytorzy poinformowali tuż po innym incydencie, który szkodzi jej reputacji - Sarkozy, który jest najpopularniejszym politykiem tej partii, został postawiony w stan oskarżenia za korupcję, nadużywanie wpływów oraz tuszowanie złamania tajemnicy zawodowej.

W sumie większość poważnych zarzutów pod adresem UMP wiąże się z finansowaniem kampanii Sarkozy'ego oraz ukrywanie nadmiernych wydatków jego sztabu. Część francuskich mediów ocenia, że wyniosły one 17 mln euro ponad wymagany prawem limit. Agencja AFP podaje, że większość dziury w budżecie UMP jest wynikiem tej nieudanej kampanii, a "Financial Times" szacuje, że około połowy z blisko 75-milionowego długu to wydatki na kampanię.

W 2012 roku Bygmalion, firma specjalizująca się w marketingu politycznym, wystawiał sztabowi wyborczemu Sarkozy'ego znacznie zawyżone faktury. UMP zapłaciła Bygmalionowi blisko 20 mln euro, a niektóre imprezy, za których zorganizowanie wystawiono rachunki, nigdy się nie odbyły. Chodzi między innymi o blisko 70 konwencji, za które zapłacono prawie 18 mln euro.

Faktury te były bezprawnie wystawiane na UMP zamiast na sztab wyborczy Sarkozy'ego, który powinien był je rozliczyć jako koszty prowadzenia kampanii. Firma ujawniła, że Bygmalionowi "narzucono" fałszowanie faktur "na życzenie kierownictwa UMP"; wyjaśniła też, że rachunki te wystawiono, by zatuszować nadużycia sztabu Sarkozy'ego, który przekroczył limit wydatków.

Szef kancelarii Cope przyznał się do wystawiania fałszywych faktur, by zamaskować ekscesy kampanii wyborczej Sarkozy'ego; zarówno były prezydent, jak i były szef partii utrzymują, że nie mieli o tym pojęcia, ale w mediach pojawiły się w ostatnich dniach pogłoski, że Sarkozy nie był nieświadomą ofiarą tych manipulacji.

Media w ostatnich dniach niemal codziennie donoszą o kolejnych finansowych ekstrawagancjach sztabu Sarkozy'ego i bliskiego mu Copego, który tłumaczy, że to wrogo do niego usposobiony Fillon podrzuca te informacje prasie. W środę zareagował na to deputowany UMP Eric Ciotti, który wezwał publicznie Copego, by "miał odrobinę przyzwoitości" i przyznał, że ponosi odpowiedzialność za fatalną kondycję partii i jej finansów.

"UMP jeszcze nie umarła" - skonstatował jeden z zarządzających partią baronów UMP, były premier Juppe; ale dodał zaraz, że jeśli ma ona dotrwać do wyborów prezydenckich w 2017 roku to musi się porządnie wziąć w garść i znacznie ograniczyć wydatki.

Parę tygodni wcześniej premier Manuel Valls ostrzegł swoją własną formację - socjalistów - że jeśli nie przerodzi się w ruch wspierający reformy gospodarcze i przedsiębiorczość, to "stanie się martwą partią".

Jak ostrzega od kilku miesięcy tygodnik "Economist", słabości i afery partii głównego nurtu mogą utorować drogę do władzy ugrupowaniom skrajnym i populistycznym, jak Front Narodowy, który zgarnął w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego jedną czwartą głosów.

UMP znalazła się w stanie "takiego fermentu, że nie jest w stanie podjąć konfrontacji z rządzącymi socjalistami ani rosnącym w siłę Frontem Narodowym rządzonym przez Marine Le Pen" - konkluduje "FT".

Nawet komentator "Le Figaro" Guillaume Tabard, a ten dziennik jest najbliższy UMP, ostrzega, że ta najsilniejsza niegdyś partia przytłoczona problemami nie jest w stanie zbić kapitału na dotychczasowej nieudolności socjalistycznego rządu, podczas gdy coraz bardziej widoczne sukcesy nowego, "coraz mmniej lewicowego" premiera mogą jeszcze bardziej zmarginalizować UMP. "Jeśli partia ta nie posprząta u siebie, zginie zgnieciona między Manuelem Vallsem a Marine Le Pen" - pisze Tabard.

Dowiedz się więcej na temat: Francja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje