Historia śmierci 19-letniej studentki wstrząsnęła Niemcami. Politycy apelują o spokój

Po tym jak 17-letni uchodźca z Afganistanu podejrzany o zgwałcenie i zamordowanie studentki we Fryburgu na zachodzie Niemiec trafił do aresztu, w kraju zawrzało. Politycy związani z rządem Angeli Merkel apelują o spokój.

Jak podaje agencja AFP, antyimigrancka partia AfD obwinia za tragedię zbyt liberalną - jej zdaniem - politykę rządzących, która doprowadziła do niekontrolowanego napływu obcokrajowców. Agencja zwraca też uwagę, że szef niemieckiego związku zawodowego policjantów ostrzegał przed "zagrożeniami, które zawsze idą w parze z masową imigracją".

Strona rządowa broni jednak swoich racji. Wicekanclerz Sigmar Gabriel podkreślał, że morderstwa 19-letniej studentki medycyny nie można wykorzystywać do wzbudzania nienawiści wobec wszystkich uchodźców.

Jak powiedział dziennikowi "Bild", "tak straszne morderstwa zdarzały się jeszcze zanim pierwszy uchodźca z Syrii czy Afganistanu przybył do Niemiec". Jak dodał, rząd nie pozwoli na podburzanie do nienawiści bez względu na to, kto jest sprawcą zbrodni.

Tragiczny powrót z imprezy

Reklama

Do morderstwa doszło sześć tygodni temu we Fryburgu, w nocy z 15 na 16 października. 19-letnia studentka medycyny wracała w nocy na rowerze z uniwersyteckiej imprezy, wtedy została napadnięta. Jej ciało znaleziono następnego dnia rano w przepływającej przez miasto rzece Dreisam.

Sprawca trafił w ręce policji po tym, jak w pobliżu miejsca zbrodni znaleziono charakterystyczny włos - czarny, ale z końcówką w różnych odcieniach blondu. Jak podawały agencje, po przeanalizowaniu nagrań z miejskiego monitoringu zidentyfikowano młodego człowieka o fryzurze, z której mógł pochodzić znaleziony włos.

O zatrzymaniu 17-letniego Afgańczyka informowała niedzielę prasa w niedzielę. Wiadomo, że nastolatek przybył do Niemiec bez rodziców ani opiekunów w zeszłym roku. Mieszkał u niemieckiej rodziny we Fryburgu.

"Dziękuję", Angelo

Wiadomość o Afgańczyku spotkała się z silną reakcją w mediach społecznościowych. Niektórzy w odpowiedzi na to wydarzenie "dziękowali" Angeli Merkel za jej politykę azylową.

Z kolei szef związku zawodowego policjantów, Rainer Wendt, powiedział "Bildowi", że tej tragedii można było uniknąć. "Nie mielibyśmy tej ofiary i wielu innych, gdyby nasz kraj był przygotowany na zagrożenia, jakie zawsze idą w parze z masową imigracją".

Sytuację wykorzystał Joerg Meuthen, jeden z liderów partii AfD, która dzięki narracji antyimigranckiej zyskała w ostatnich miesiącach poparcie społeczeństwa, którego wypowiedź przytacza agencja AFP. "Jesteśmy w szoku po tym, co się stało. Jednocześnie widzimy, że nasze ostrzeżenia przed niekontrolowanym napływem setek tysięcy młodych mężczyzn wywodzących się z patriarchalnej kultury islamu są określane jako populistyczne" - stwierdził Meuthen.

W 2015 roku Niemcy otrzymały 890 tys. wniosków o azyl, od stycznia do sierpnia 2016 było ich 213 tys.

Obawy niemieckiego społeczeństwa związane z polityką azylową rządu wzrosły po tym, jak podczas noworocznych imprez w różnych częściach kraju doszło do seksualnych napaści na kobiety, o które oskarżani byli mężczyźni o arabskiej i północnoafrykańskiej urodzie.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje