Historyczna wizyta prezydenta Birmy w USA

Wizyta prezydenta Birmy Thein Seina w Białym Domu w poniedziałek ma wymiar historyczny: to pierwsza wizyta głowy tego państwa w USA od 47 lat. Może być to jednak przedwczesna nagroda dla władz kraju, w którym wciąż dochodzi do przemocy na tle etnicznym.

Spotkanie Thein Seina z Barackiem Obamą postrzegane jest jako kolejny krok w ocieplaniu stosunków między USA a Birmą, po wizycie prezydenta USA w Birmie w listopadzie ub.r. Biały Dom określił tę wizytę jako wyraz "uznania dla demokratycznych reform" podjętych przez rząd birmański.

Reklama

O symbolice spotkania świadczy fakt, że w uznaniu dla reform demokratycznych w Birmie Obama użył w rozmowie z Thein Seinem określenia "Myanmar", czyli nazwy kraju przyjętej przez juntę wojskową w 1989 roku. "Ale Birma pozostaje nazwą kraju dla USA", czyli używaną w oficjalnych dokumentach - zastrzegł rzecznik Obamy Jay Carney.

Obama powiedział po spotkaniu, że prezydent Birmy zapewnił go, iż władze zamierzają kontynuować reformy polityczne, a także uwolnić kolejnych więźniów politycznych. "Podzieliłem się też z prezydentem Seinem naszymi głębokimi obawami co do przemocy wobec społeczności muzułmańskich w Myanmarze. Przesiedlenia ludzi i stosowanie wobec nich przemocy należy powstrzymać" - powiedział prezydent USA.

Podobne postulaty wysuwają organizacje praw człowieka. Uważają one, że po obiecującym starcie rząd Birmy poniósł porażkę w wielu demokratycznych reformach. Problemem jest zwłaszcza rosnąca przemoc na tle religijnym i etnicznym, która w niektórych przypadkach - jak donosiła w raporcie Human Rights Watch - jest tolerowana, a nawet wspierana przez państwowe służby bezpieczeństwa. Obawy te znalazły wyraz także w opublikowanym w poniedziałek raporcie Departamentu Stanu USA o wolności religijnej na świecie.

Przed Białym Domem manifestowało w poniedziałek kilkudziesięciu aktywistów, krytykujących korupcję w birmańskim rządzie oraz przemoc na tle etnicznym. Szacuje się, że w ubiegłym roku w autonomicznym stanie Arakan (Rakhine) na zachodzie Birmy 192 osoby zmarły w walkach między buddystami a muzułmanami Rohingya, którym w Birmie odmawia się obywatelstwa. Większość ofiar, jak też ponad 140 tys. uchodźców, to muzułmanie.

Zdaniem niektórych komentatorów, m.in. Marka Landlera z "New York Timesa", ta "wynagradzająca wizyta" Thein Seina w Waszyngtonie jest przedwczesna. Także ekspert Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR) Joshua Kurlantzick wskazuje na problemy w Birmie, a zwłaszcza "nowy rodzaj apartheidu (wymierzony) przeciw muzułmanom". Ekspert wyraził wątpliwość, czy te kwestie zostaną poruszone podczas "triumfalnej wizyty Thein Seina". "Czy prezydent Barack Obama choć wspomni o rosnącej przemocy w Birmie? Nie liczcie na to" - napisał jeszcze przed spotkaniem ekspert CFR na blogu.

Przemawiając na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Waszyngtonie, prezydent Sein zapewnił o woli kontynuowania reform i umacniania instytucji demokratycznych. Zapewnił też o konieczności zwalczania wszelkich form dyskryminacji religijnej. Podkreślał jednak, że to "trudne" i "bezprecedensowe" zadanie, zważywszy, że Birma przechodzi obecnie transformację z systemu autorytarnego. Birma potrzebuje "wsparcia i zrozumienia" od międzynarodowej społeczności, w tym USA - podkreślił.

Thein Sein spotyka się też w Waszyngtonie z przedstawicielami biznesu w amerykańskiej Izbie Handlowej. Komentatorzy podkreślają, że wiele amerykańskich firm liczy na dostęp do 60-milionowego rynku birmańskiego.

Do niedawna niemal każdy lider Birmy miał zakaz wjazdu do USA i wielu innych państw demokratycznych na świecie z powodu sankcji nałożonych na wojskową dyktaturę. Kilka lat temu prezydent George W. Bush na szczycie azjatyckim nie chciał nawet uznać obecności przywódcy Birmy, która była uznawana za jedną z najgorszych tyranii na świecie - przypomina Kurlantzick. Teraz zmiany następują tak szybko, że trudno za nimi nadążyć, a "Birma jest postrzegana pozytywnie przez niemal każdego amerykańskiego urzędnika" jako przykład postępującej nowej demokracji i jedyny "jasny punkt" w świecie, w którym w ostatnich latach demokracja znalazła się w odwrocie - dodaje ekspert.

Wybrany w marcu 2011 r. przez parlament Thein Sein, były generał, jest pierwszym cywilnym prezydentem kraju od czasu dojścia do władzy w Birmie junty wojskowej. Nowy rząd rozpoczął reformy demokratyczne i uwolnił część więźniów politycznych, w tym prodemokratyczną działaczkę i laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi, która obecnie aktywnie uczestniczy w życiu politycznym. Te postępy skłoniły wiele państw i Unię Europejską do stopniowego zawieszenia nałożonych na Birmę sankcji wizowych i gospodarczych.

Pod koniec ubiegłego tygodnia, tuż przed wizytą w USA, Thein Sein ułaskawił kolejnych 20 więźniów politycznych. Działająca w tym kraju brytyjska organizacja Burma Campaign UK oskarżyła rząd o wykorzystanie więźniów politycznych do uprawiania PR i wezwała go do wdrożenia reform. Organizacje praw człowieka szacują, że w więzieniach birmańskich wciąż pozostaje 160 więźniów politycznych.

W ramach kilku amnestii od maja 2011 do listopada 2012 r. w Birmie zwolniono ponad 800 więźniów politycznych. Ostatnia z nich, ogłoszona przez Seina pod koniec kwietnia, objęła ok. 100 więźniów, w tym 56 politycznych. Decyzja zapadła dzień po zdjęciu z Birmy unijnych sankcji, z wyłączeniem embarga na broń.

Ostatnia państwowa wizyta przywódcy Birmy w USA miała miejsce w 1966 r., kiedy w Waszyngtonie spotkali się birmański dyktator Ne Win z prezydentem Lyndonem Johnsonem.

Dowiedz się więcej na temat: USA | Birma | Thein Sein | Barack Obama

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje