Holenderscy śledczy wrócą na Ukrainę

W przyszłym tygodniu śledczy i ratownicy wracają na miejsce katastrofy malezyjskiego samolotu, który rozbił się w kontrolowanym przez prorosyjskich rebeliantów Donbasie. Zadaniem ekspertów będzie zbadanie terenu tragedii i odnalezienie wszystkich szczątków ludzkich, rzeczy osobistych i elementów wraku samolotu pozostałych na miejscu katastrofy.

Sam wrak jest już od dawna w Holandii. O wyprawie informują holenderskie media powołując się na wypowiedzi wicepremiera Holandii Lodewijka Asschera. Grupa ekspertów ma po raz pierwszy udać się w miejsca, gdzie dotychczas nie mogła pracować ze względów bezpieczeństwa. Dostęp do obszaru katastrofy samolotu MH17 od początku był bardzo utrudniony z powodu walk między ukraińską armią a oddziałami wspieranymi przez Rosję.

Reklama

 Teraz, jak twierdzą holenderscy obserwatorzy, sytuacja uległa poprawie i śledczy mogą wznowić prace.  Okolice miasta Torez, gdzie doszło do tragedii są pod kontrolą rebeliantów, z dala od frontu, na którym teoretycznie obowiązuje, często łamane zawieszenie broni. 

Samolot malezyjskich linii lotniczych rozbił się w lipcu ubiegłego roku w drodze z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Zginęło 298 osób, większość z nich to Holendrzy. Prawie wszystkie ofiary udało się zidentyfikować. W połowie tego toku ma się pojawić ostateczny raport w sprawie okoliczności i przyczyn tragedii od strony technicznej. Śledztwo kryminalne może się zakończyć dopiero w 2016 roku. 

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje