Indonezja: Niepewne życie w cieniu wulkanów

Dlaczego wielu Indonezyjczyków, którzy mieszkają w pobliżu aktywnych wulkanów, nie chce przenieść się do spokojniejszych miejsc? Wszystko z powodu urodzajnej gleby.

- Usłyszałam głośne dudnienie i zobaczyłam, że z wulkanu unosi się gęsty popiół - tak  zeszłotygodniową erupcję wulkanu Sinabung wspomina 30-letnia Elfi Dalimunthe, która utrzymuje się z pracy na roli.

Reklama

Elfi i jej rodzina są jednymi z 10  tysięcy Indonezyjczyków ewakuowanych z domów po zanotowaniu wzmożonej aktywności wulkanu Sinabung na Sumatrze, jednej z indonezyjskich wysp leżącej w tzw. pacyficznym pierścieniu ognia, w którym znajduje się ok. 130 aktywnych wulkanów (90 proc. wszystkich czynnych wulkanów świata).

Wybuch skłonił Elfi do ucieczki z rodzinnej wioski.  Kolejnej ucieczki.

Po raz pierwszy musiała uciekać w 2010 roku. Wtedy spędziła poza domem kilka tygodni. Po raz drugi we wrześniu 2013 roku - wyprowadziła się na ponad rok. W zeszłym roku, kiedy przebywała w tymczasowym schronieniu dla osób ewakuowanych, jej drewniany dom uległ zniszczeniu podczas erupcji. Mimo to kobieta, razem z mężem i trójką dzieci, wróciła do wioski i wybudowała nowy. Elfi, jak wielu innych Indonezyjczyków, nie chce opuszczać rodzinnych stron. Nawet po zeszłotygodniowej erupcji powiedziała, że ma zamiar wrócić. Dlaczego? Jednym z powodów jest to, że w okolicznych szkołach uczą się jej dzieci.

- Wyprowadzimy się, kiedy nasze dzieci będą starsze - twierdzi Dalimunthe, siedząc na cieniutkiej macie w tymczasowym schronieniu. Razem z nią przebywa w nim ponad 500 osób z miasteczka Berastagi

Miliony ubogich Indonezyjczyków mieszkają na stokach wulkanów, ponieważ gleba wulkaniczna jest bardzo urodzajna i gwarantuje zebranie dobrych plonów. Z tego powodu wiele osób nie chce opuszczać domów nawet wtedy, kiedy ryzyko wybuchu wzrasta. Ci, którzy są zmuszani do ewakuacji, często wracają do domów  w ciągu dnia, żeby zadbać o uprawy, m.in. chili, pomidory i ziemniaki.

30-letnia Syafitri Sitepu, która handluje warzywami, uciekła i przebywa w tymczasowym schronieniu, ale jej mąż wrócił do domu, żeby pilnować upraw.

- On utrzymuje naszą rodzinę. Jeśli przestanie pracować, nie będziemy mieli za co kupić jedzenia i mleka dla naszego dziecka - tłumaczy powody powrotu męża Syafitri.

Wielu Indonezyjczyków mieszających na zagrożonych terenach nie chce wracać do domu, ale są i tacy, którzy najchętniej przenieśliby się na spokojniejsze tereny. Nie chcą wracać do miejsca, w którym ich przyszłość jest stale niepewna.

55-letnia Rosalinda jest jedną z takich osób. Chciałaby, żeby przeniesiona została cała jej wioska.

- Potrzebujemy na to pieniędzy - mówi - więc musimy sprzedać nasze dotychczasowe domy. Tylko kto chciałby je kupić?

Według ostrożnych szacunków władz Indonezji starty spowodowane aktywnością wulkanów w 2013 i 2014 wyniosły ponad 100 mln dolarów.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje