Ischinger: Polityka zagraniczna Rosji ostatnich lat jest katastrofalna

Polityki zagranicznej Rosji w ostatniej dekadzie nie można nazwać inaczej niż mianem katastrofalnej: w Ukrainie straciła przyjaciela i zyskała wroga, w Syrii postawiła na ludzi, których już nie kontroluje - uważa Wolfgang Ischinger, były wiceszef MSZ Niemiec.

Organizator dorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa wyraził tę opinię w wywiadzie opublikowanym w czwartkowym wydaniu dziennika "Kommiersant". 

Reklama

"Jeśli celem dobrej polityki zagranicznej jest utrzymanie jak najliczniejszych starych przyjaciół i znalezienie jak najliczniejszych nowych solidnych partnerów, przede wszystkim wśród państw sąsiednich, to polityki zagranicznej Rosji w ostatnich mniej więcej dziesięciu latach nie można nazwać inaczej niż katastrofalną" - powiedział Ischinger. 

Przypomniał, że "jeszcze cztery lata temu 45 milionów Ukraińców uważało Rosję za głównego sojusznika swojego kraju, a Rosjan za swych braci". Obecnie zaś "co najmniej 40 milionów Ukraińców przekonanych jest, że Rosja jest dla ich kraju głównym zagrożeniem". Moskwa "straciła przyjaciela i zyskała wroga, przy czym  nie tylko jednego" - zauważył Ischinger, wymieniając także Gruzję. 

Inne kraje sąsiednie, jak Azerbejdżan czy państwa bałtyckie, dziś boją się Rosji, tymczasem "to nie jest polityka, którą warto budować w XXI wieku i nie ta, która zapewni Rosji sukces w długoterminowej perspektywie" - przekonuje niemiecki ekspert.  

Jego zdaniem również partnerzy Rosji w promowanej przez nią eurazjatyckiej integracji gospodarczej "poważnie obawiają się, że jest ona stworzona po to, by Moskwa dominowała w regionie". "Wniosek jest taki, że Rosja nie zdołała w ostatnich latach zyskać nowych solidnych partnerów. Na Chinach nie może polegać. A przy tym utraciła zaufanie zainteresowanych partnerstwem krajów zachodnich" - zauważa Ischinger.  

Ischinger: W XXI wieku "siła wojskowa" nie jest najważniejsza

Ostrzega on także przed ryzykiem utraty przez Rosję "starych przyjaciół" i zyskania "nowych przeciwników" na Bliskim Wschodzie. W jego ocenie celem polityki Rosji w tym regionie stało się "poparcie dla człowieka, którego cały świat podejrzewa o dokonanie ludobójstwa i masowych mordów".  

"My - kraje zachodnie - działaliśmy nieprzemyślanie podczas pierwszej fazy konfliktu syryjskiego. Powiedzieliśmy, że (prezydent Syrii Baszar) el-Asad powinien odejść, a nie mieliśmy przy tym strategii, jak go odsunąć i kto powinien przyjść na jego miejsce. W tym sensie Rosja miała absolutnie rację, mówiąc, że Asad powinien zostać dopóty, dopóki nie będzie rozwiązana kwestia jego następcy" - przyznał Ischinger.  

Jednak - jak podkreślił - od tego czasu minęło pięć lat. "I mam wrażenie, że Rosja - prawie jak w Donbasie - już tych ludzi nie kontroluje. Separatyści w Donbasie, jak się wydaje, zaczęli przejawiać zbytnią samodzielność. I również Asad robi nie całkiem to, czego chce od niego Moskwa" - wskazał Ischinger.  

Ogółem, jego zdaniem, w ciągu ostatnich lat Rosja nie zdołała osiągnąć tego, by jej sąsiedzi dążyli do współpracy z nią i tworzyli pewną "komfortową" dla niej strefę. "Daleko nie wszyscy w Moskwie uświadomili sobie", że w XXI wieku należy stawiać nie na siłę wojskową, a na "miękką siłę" - ocenił Ischinger.  

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)  

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy