Julia Tymoszenko aresztowana

Sąd w Kijowie zdecydował o aresztowaniu byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko, oskarżonej o nadużycia przy podpisywaniu kontraktów gazowych z Rosją w 2009 r. Mimo protestów zwolenników Tymoszenko wywieziono ją z sądu do aresztu.

Tymoszenko trafiła do tego samego aresztu, w którym w 2001 r. spędziła miesiąc w związku z zarzutami o korupcję. Opozycjonistka czuje się dobrze - oświadczyło biuro ukraińskiego Rzecznika Praw Obytwatelskich.

Reklama

- Jej stan jest normalny. Przed chwilą się z nią widziałem - powiedział dziennikarzom Anatolij Palij z biura rzecznika, rozmawiając z dziennikarzami przy bramie aresztu śledczego w dzielnicy Łukianiwka, dokąd wieczorem przewieziono byłą premier.

Choć wcześniej media ukraińskie informowały, że Tymoszenko umieszczono w specjalnej celi, po tak zwanym "euroremoncie" (wyremontowanej według standardów europejskich), biuro rzecznika podało, że przebywa ona w celi dwuosobowej o powierzchni 16,8 m kw. Wraz z nią w celi tej znajduje się jeszcze jedna kobieta.

Palij przekazał dziennikarzom, iż kierownictwo aresztu śledczego zadeklarowało w rozmowie z nim, że Tymoszenko może mieć w celi telewizor i lodówkę, jednak powinna dostarczyć je rodzina.

Wiosną 2001 roku Tymoszenko spędziła ponad miesiąc w areszcie śledczym na Łukianiwce w związku z oskarżeniami o fałszerstwa i przemyt gazu. Sama Tymoszenko do dziś utrzymuje, że wszystkie zarzuty, jakie były jej wtedy stawiane, mają charakter polityczny i były związane z jej walką z ówczesnym prezydentem Ukrainy Leonidem Kuczmą.

Decyzję o aresztowaniu byłej premier podjął sędzia Rodion Kiriejew na prośbę prokuratury.

Tymoszenko, która już wcześniej przypuszczała, że może zostać aresztowana, oświadczyła, że działania wobec niej to rozprawa z przeciwnikami politycznymi, inspirowana przez prezydenta Wiktora Janukowycza.

Rzeczniczka szefa państwa Daria Czepak oświadczyła w rozmowie z PAP, że nie ingeruje on w działalność sądów.

- Prezydent wiele razy mówił, że sądy są niezależną gałęzią władzy i on nie ma wpływu na ich działania - powiedziała.

Domagając się w piątek aresztowania byłej szefowej rządu, prokuratura wyjaśniła, że oświadczenia oskarżonej i jej zachowanie nie pozwalają - jak wyraziła się prokurator Lilia Frołowa - "na przestrzeganie norm proceduralnych".

Argumentując decyzję o zatrzymaniu Tymoszenko sędzia Kiriejew oświadczył m.in., że była premier świadomie przeciąga proces w swojej sprawie.

Gdy sędzia ogłosił decyzję o areszcie, w sądzie rejonowym w Kijowie doszło do niewielkich starć między zwolennikami Tymoszenko a milicją. W obronie byłej premier stanęli parlamentarzyści bloku politycznego jej imienia.

Kiedy Tymoszenko była wyprowadzana z sali sądowej przez milicjantów, obecni tam deputowani Bloku Julii Tymoszenko próbowali temu przeszkodzić. Zostali oni brutalnie odepchnięci przez funkcjonariuszy oddziału specjalnego "Berkut".

Siedzibę sądu, w którym przebywała Tymoszenko, oblegali jej zwolennicy, którzy starali się dostać na podwórze, gdzie znajduje się ta instytucja. Atakowali oni ochraniających budynek milicjantów i mówili, że nie pozwolą przewieźć jej do aresztu.

Zwolennicy zatrzymanej byłej premier zablokowali następnie więźniarkę, w której umieszczono Tymoszenko, oraz zajęli główną ulicę Kijowa, Chreszczatyk.

Mimo ich oporu Tymoszenko została wywieziona z sądu do aresztu. Pojazd, w którym jechała, opuszczał sąd w asyście ok. 400 milicjantów.

Stronnicy Tymoszenko wezwali tymczasem Ukraińców do masowych protestów przeciwko jej aresztowaniu.

- Rozpoczynamy mobilizację - nawoływał przed siedzibą sądu jeden z najbliższych współpracowników Tymoszenko, Ołeksandr Turczynow.

Po odjechaniu z sądu samochód wiozący Tymoszenko skierował się do zachodniej części Kijowa, co może oznaczać, że zostanie ona umieszczona w areszcie śledczym w dzielnicy Łukjaniwka.

Tymoszenko oskarżona jest o nadużycie władzy i sprzeniewierzenie państwowych funduszy. Jej sprawa karna dotyczy kontraktów gazowych z Rosją, zawartych przez Tymoszenko w 2009 roku, w okresie gdy była premierem. Zdaniem obecnych władz w Kijowie umowy te naraziły ukraiński skarb państwa na straty.

Tymoszenko utrzymuje, że oskarżenia pod jej adresem są inspirowane przez prezydenta Janukowycza, który dąży do zniszczenia swych przeciwników politycznych przed zaplanowanymi na przyszły rok wyborami parlamentarnymi. W razie uznania Tymoszenko za winną grozi jej co najmniej siedem lat więzienia.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Julia Tymoszenko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje