Kara śmierci dla zabójczyń Kim Dzong Nama?

Dwóm kobietom – Wietnamce i Indonezyjce – oskarżonym o spowodowanie śmierci Kim Dzong Nama, przyrodniego brata przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una, grozi kara śmierci. W środę podejrzane oficjalnie usłyszały zarzuty.

Wietnamka Doan Thi Huong i Indonezyjka Siti Aisyah zostały przywiezione do sądu w stolicy Malezji Kuala Lumpur przy zastosowaniu szczególnych środków bezpieczeństwa.

Reklama

Są one oskarżone o wtarcie śmiertelnie paraliżującego system nerwowy gazu bojowego VX w twarz Kim Dzong Nama na lotnisku w Kuala Lumpur. Kobiety twierdziły podczas śledztwa, że myślały, iż uczestniczą grze telewizyjnej.

Naczelny prokurator Malezji Mohamed Apandi Ali oświadczył wcześniej, że nie podjęto jeszcze decyzji czy aktem oskarżenia objąć także obywatela Korei Północnej Ri Dzong Chola, którego również aresztowano w związku z zabójstwem. "Zależy to od wyników policyjnego śledztwa, które wciąż trwa" - powiedział Apandi.

Wśród innych podejrzanych o udział w zabójstwie jest wysokiej rangi urzędnik ambasady Korei Północnej w Kuala Lumpur i pracownik północnokoreańskich linii lotniczych Air Koryo. Władze Korei Południowej podejrzewają, że co najmniej czterej podejrzani są północnokoreańskimi szpiegami.

Według południowokoreańskich służb wywiadowczych rozkaz zabicia swego przyrodniego brata wydał Kim Dzong Un i taką próbę podjęto już w 2012 roku.

Kim Dzong Nam żył na uchodźstwie pod protekcją Pekinu w należącym do Chin Makau i znany był przede wszystkim z hulaszczego trybu życia; krytykował też reżim północnokoreański i jego przywódcę Kim Dzong Una. Jak pisze agencja AP, Kim Dzong Nam nie pretendował do władzy, jednak jako najstarszy syn rodu rządzącego Koreą Płn. mógł być przez Kim Dzong Una uznawany za potencjalne zagrożenie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje