Kerry: USA zrewidują swoją rolę w bliskowschodnim procesie pokojowym

Amerykański sekretarz stanu John Kerry oświadczył w piątek, że USA zdecydują, czy będą dalej uczestniczyły jako mediator w procesie pokojowym na Bliskim Wschodzie, po tym jak Izrael i strona palestyńska poczyniły kroki szkodzące negocjacjom.

Podczas wizyty w Maroku Kerry, który jest głównym mediatorem w obecnej rundzie rozmów, powiedział, że "czas zmierzyć się z rzeczywistością". Stany Zjednoczone nie zajmować się procesem pokojowym bez końca, jeśli zainteresowane strony nie chcą podejmować konstruktywnych działań - zaznaczył.

Reklama

- To nie jest inicjatywa bezterminowa. Nadszedł czas na konfrontację z rzeczywistością. Bardzo dokładnie ustalimy, na czym stoimy i jakie mamy opcje - powiedział.

Negocjacje pokojowe zostały wznowione dzięki staraniom Waszyngtonu w lipcu ubiegłego roku. Władze palestyńskie zobowiązały się wówczas, że na czas rozmów, tj. do 29 kwietnia, zawieszą starania o przyłączenie państwa palestyńskiego do 63 ONZ-owskich agend i międzynarodowych układów. W zamian Izrael zobowiązał się do wypuszczenia w czterech grupach na wolność 104 Palestyńczyków od lat przebywających w izraelskich więzieniach; trzy grupy wyszły już na wolność.

Powodzenie rozmów stanęło pod znakiem zapytania kilka dni temu. We wtorek palestyński prezydent Mahmud Abbas ogłosił, że Palestyńczycy natychmiast wznawiają starania o szersze uznanie ich państwowości w ONZ oraz że podpisał wnioski o przyjęcie Palestyny do 15 ONZ-owskich agend i konwencji międzynarodowych. Dwa dni później strona palestyńska przekazała Izraelowi listę ośmiu warunków, od których spełnienia uzależnia kontynuowanie negocjacji. Chodzi m.in. o uznanie jako granic przyszłego państwa palestyńskiego granic z 1967 roku (sprzed wojny sześciodniowej) i zwolnienie nowej grupy więźniów (1200 osób).

W odpowiedzi strona izraelska odwołała uwolnienie czwartej grupy 26 palestyńskich więźniów z pierwszej rundy rozmów (pierwotnie miało to nastąpić 29 marca) do czasu wycofania palestyńskiego wniosku z ONZ.

Komentując ostatnie wydarzenia, Kerry mówił w czwartek o "krytycznym momencie" w izraelsko-palestyńskim procesie pokojowym. Posłużył się przy tym starym przysłowiem o tym, że można doprowadzić konia do wodopoju, ale nie można go zmusić do picia.

Amerykańska dyplomacja zakładała, że porozumienie ramowe, mające służyć jako podstawa do trwałego układu pokojowego, uda się osiągnąć w kwietniu tego roku. Miało ono regulować kwestie m.in. wzajemnego uznania państw żydowskiego i palestyńskiego, bezpieczeństwa, wymiany terytoriów i ziem, przebiegu granic, sprawy palestyńskich przesiedleńców oraz statusu Jerozolimy, której wschodnią część Palestyńczycy uważają za swą stolicę.

Dowiedz się więcej na temat: USA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje