Kim Dzong Un skazał ludzi na śmierć po pijanemu

​Przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un był "bardzo pijany", kiedy wydał nakaz egzekucji dwóch współpracowników swojego wuja Czang Song-Thaeka (na którym również wykonano wyrok śmierci) - można przeczytać w "The Telegraph", który powołuje się na japońską agencję Yomiuri.

Jak donosi "The Telegraph", wyrok śmierci na współpracowników wuja zapadł dlatego, że nie odpowiedzieli natychmiast na żądanie przekazania północnokoreańskim kręgom wojskowym "lukratywnego interesu". Ri Riong-ha i Czang Su-gil, zastępcy dyrektorów departamentu administracyjnego koreańskiej Partii Pracy, sprawili, że Kim Dzong Un, według oficjalnych doniesień mediów, stał się "zmartwiony".

Reklama

 Nie byli to jedyni współpracownicy Czang Song-Thaeka, na których wykonano wyrok. Yomiuri donosi o co najmniej ośmiu egzekucjach osób z jego kręgu. Sam Czang Song-Thaek został niedługo później pozbawiony swoich wszystkich stanowisk i skazany na śmierć; wyrok został wykonany. Jak donoszą źródła z południowokoreańskiego wywiadu, cytowane przez japońską agencję, jednym z głównych powodów upadku Czang Song-Thaeka były jego próby przejęcia kontroli nad państwowym handlem surowcami, głównie węglem. Surowce te sprzedawane były przede wszystkim do Chin, i zyski z tej sprzedaży stanowiły sporą część budżetu KRL-D.   

O tym, co działo się w Korei Płn po egzekucjach ludzi ze środowiska Czang Song-Thaeka, południowokoreański wywiad dowiedział się podsłuchując rozmowy telefoniczne innych ludzi z tego samego kręgu, którzy, zaniepokojeni, opisywali te sprawy w rozmowach ze swoimi zagranicznymi znajomymi. Wywiad Seulu przechwycił te rozmowy.   

Istnieją też podejrzenia, że Czang Song-Thaek był zwolennikiem powolnego wprowadzania reform rynkowych w gospodarce, choć bez dzielenia się władzą polityczną. Inni eksperci, jak na przykład cytowany przez "LA Times" Andriei Lankov, uważają, że egzekucja wuja Kima to element wewnętrznej walki o władzę w Korei, gdzie wycinane są osoby starszego pokolenia, które Kim, a być może również jego bracia, uważają za zagrażających ich pozycji i nie traktujących ich poważnie.   


Rewelacje japońskiej agencji, że Kim Dzong Un miał być pijany, gdy skazywał na śmierć generałów, wpisują się w doniesienia o jego stylu życia. Dennis Rodman, znany amerykański koszykarz, który uważa się za "przyjaciela Kim Dzong Una" w rozmowie z "The Independent" mówił o jego "prywatnej wyspie", która jest jak "Ibiza czy Hawaje, tyle, że tylko on tam mieszka". 

Nie jest jednak zupełnie sam, bowiem Kim Dzong Un, według Rodmana, "lubi, gdy ludzie wokół niego są szczęśliwi", otacza się więc jest "50-60 osobami, które piją koktajle i przez cały czas się śmieją". 

"Jeśli wypijesz butelkę tequili to wiedz, że to jest najlepsza tequila" - relacjonuje Rodman. "Wszystko, co chcesz, jest tam najlepsze".  200-metrowy jacht Kima jest "czymś pomiędzy promem a statkiem z filmu Disney’a" - mówi koszykarz.   

Jak we wrześniu można było przeczytać w raporcie przedstawionym parlamentowi Korei Płd., sam import wysokogatunkowego alkoholu na stół dworu Kim Dzong Una kosztował państwo 30 mln. dolarów. Mocno ponad drugie tyle kosztowały dwór Kima inne luksusowe dobra.   

Pastor Kim Seung-Eun, uciekinier z KRL-D, żyjący obecnie w Korei Płd., mówił swego czasu "The Mirror", że w Korei Płn. panuje taka bieda, że dochodzi tam czasem do aktów kanibalizmu. 

Dowiedz się więcej na temat: Kim Dzong Un

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy