Kim Dzong Un znów straszy wojną

Komunistyczna Korea znów uderza w wojenną retorykę. Przywódca tego kraju Kim Dzong Un w przesłaniu noworocznym wyemitowanym przez państwową telewizję powiedział, że wybuch wojny na Półwyspie Koreańskim spowodowałby katastrofę nuklearną. Dodał, że w razie konfliktu Stany Zjednoczone nie mogą czuć się bezpiecznie.

- Mamy do czynienie z niebezpieczną sytuacją, gdy niewielkie, przypadkowe starcie wojskowe może doprowdzić do totalnej wojny - mówił Kim Dzong Un.

Zastrzegł przy tym, że nie zamierza "błagać o pokój". Nawiązał też do niedawnych - skrytykowanych przez Waszyngton i Seul - czystek na szczytach władzy, a konkretnie do stracenia swego wuja Dzang Song Thaek oskarżonego o korupcję. - Te zdecydowane działania, usunięcie elementów wrogich partii, antyrewolucyjnych elementów, znacznie umocniły jedność partii - oświadczył.

To kolejne w ciągu ostatnich dni wojownicze wystąpienie przywódcy komunistycznej Korei. W połowie ubiegłego tygodnia Kim Dzong Un zaapelował do północnokoreańskiej armii o gotowość do walki. Oświadczył wówczas, że wojna może wybuchnąć "bez uprzedzenia".

Równocześnie pojawiły się przypuszczenia, że północna Korea rozpoczęła produkcję prętów paliwowych. Wnioski takie wyciągnęli amerykańscy eksperci, którzy poddali analizie zdjęcia satelitarne północnokoreańskiego ośrodka jądrowego w Jongbion. Szacuje się, że Korea Północna ma około 2000 prętów paliwowych. Do wznowienia produkcji plutonu potrzeba ich 8000.

Na początku grudnia amerykańscy eksperci poinformowali, że Korea Północna ponownie uruchomiła reaktory nuklearne w Jongbion. Do tej pory komunistyczna Północ przeprowadziła trzy testy jądrowe. Ostatni w lutym ubiegłego roku.

Dowiedz się więcej na temat: Korea Północna | Kim Dzong Un

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje