Kolejne starcia, komisja wyborcza chce przełożenia wyborów

Tajlandzka komisja wyborcza zaapelowała w czwartek do władz, by przełożyły przedterminowe wybory parlamentarne, które zaplanowano na 2 lutego. Powodem są kolejne starcia między policją a antyrządowymi demonstrantami, w których w czwartek zginął policjant.

Protestujący obrzucali policjantów kamieniami i próbowali wedrzeć się na teren stadionu sportowego w Bangkoku, gdzie od poniedziałku rejestrują się kandydaci w wyborach. Policja użyła gazu łzawiącego i gumowej amunicji. Według służb ratunkowych do szpitali trafiło 66 osób; niektóre miały rany postrzałowe.

Podczas starć zastrzelono policjanta. - Został trafiony w klatkę piersiową - powiedział dyrektor szpitala, w którym leczeni są policjanci, Jongjet Aoajenpong. Policjant jest szóstą ofiarą śmiertelną antyrządowych protestów, które trwają od dwóch miesięcy.

Reklama

- Protestujący nie są, tak jak twierdzą, pokojowo nastawieni i nieuzbrojeni - podkreślił w telewizji wicepremier i minister spraw zagranicznych Surapong Tovichakchaikul.

Komisja wyborcza zarekomendowała władzom przesunięcie lutowego głosowania. - W takich okolicznościach nie można przeprowadzić wolnych i sprawiedliwych wyborów - powiedział członek komisji Prawit Rattanapien, którego wraz z kilkoma innymi osobami ewakuowano śmigłowcem ze stadionu.

Szef komisji Somchai Srisutthiyakorn zaprzeczył, jakoby wzywając do przełożenia wyborów mieszała się ona w politykę. - Mamy dobre intencje i chcemy, aby w kraju zapanował pokój - powiedział.

To do rządu należy podjęcie decyzji o ewentualnej zmianie terminu głosowania. Takie rozwiązanie mogłoby pomóc w rozwiązaniu kryzysu w kraju.

Wcześniej rząd tłumaczył, że nie może opóźniać wyborów, które zgodnie z konstytucją powinny odbyć się 60 dni po rozwiązaniu parlamentu, czyli do 9 lutego 2014 r.

W antyrządowych protestach w Tajlandii dziennie bierze udział ok. 150 tys. ludzi. Powodem demonstracji było poparcie przez rząd projektu ustawy amnestyjnej, która mogłaby umożliwić powrót do Tajlandii brata obecnej premier byłego szefa rządu Thaksina Shinawatry, skazanego w 2008 roku na więzienie za korupcję.

Prace nad projektem ustawy o amnestii zostały wstrzymane, przynajmniej na razie, ale demonstracje nie ustały. Premier Yingluck Shinawatra jest dość powszechnie postrzegana jako reprezentantka interesów swego przebywającego poza krajem brata, który za jej pośrednictwem wywiera wpływ na politykę rządu.

Zdaniem wielu ekspertów opozycja nie chce nowych wyborów, bo obawia się, że je przegra. W ubiegłym tygodniu ogłosiła, że zbojkotuje głosowanie. Opozycja zmierza do odsunięcia od władzy Yingluck i jej ekipy oraz utworzenia "rady ludowej", która u władzy pozostałaby przez 18 miesięcy, aż do nowych wyborów.

Thaksin Shinawatra, były magnat telekomunikacyjny, który przytłaczającą większością wygrywał wybory w 2001 i 2005 roku, został obalony przez wojsko w 2006 roku. Pozostaje kimś w rodzaju ludowego bohatera, zwłaszcza dla biedaków, których głosy pomogły Yingluck i jej partii zwyciężyć w wyborach w 2011 roku. Jednak skandale korupcyjne spowodowały zdecydowany spadek popularności byłego premiera i jego siostry wśród przedstawicieli klasy średniej w Bangkoku.

Thaksin wyjechał z Tajlandii w 2008 roku i przebywa na emigracji w Dubaju.

Dowiedz się więcej na temat: Tajlandia | wybory | zabójstwo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje