Konflikt w Syrii: Świat nic nie robi

Mnożą się słowa krytyki pod adresem społeczności międzynarodowej za brak działań w sprawie syryjskiej wojny domowej. Wczoraj minęła czwarta rocznica wybuchu najbardziej krwawego konfliktu XXI wieku. Eksperci, dziennikarze, a nawet aktorzy wytykają światowym mocarstwom, że te nie potrafią doprowadzić do zakończenia konfliktu.

Syryjska wojna domowa kosztowała życie 215 tysięcy osób, a 12 milionów ludzi wygnała z domów. Z każdym miesiącem sytuacja w Syrii staje się coraz bardziej dramatyczna. Coraz więcej jest też zarzutów o bezczynność świata.

Aktorka Angelina Jolie, która jest też Ambasadorką ONZ oświadczyła, że jest hańbą, iż Syryjczycy nie mają zapewnionych nawet podstawowych potrzeb, a zbrodnie wojenne pozostają bezkarne.

O brak woli rozwiązania konfliktu oskarżyli świat także autorzy wydanego właśnie raportu "Upadająca Syria". "Rezolucje Rady Bezpieczeństwa nie przyniosły ani ochrony ani pomocy ludziom w tym kraju" - podkreśla Daniel Gorevan z brytyjskiej organizacji Oxfam.

Rada Bezpieczeństwa ONZ, która w ciągu czterech lat nie zdołała uchwalić żadnej znaczącej rezolucji w sprawie Syrii, została też skrytykowana przez zajadłego wroga prezydenta Syrii Baszara al-Asada, Turcję. "Prezydent Asad dokonał masakry 350 tysięcy ludzi i zniszczył kraj, ale Zachód jest znacznie bardziej zainteresowany zachowaniem równowagi sił w Radzie Bezpieczeństwa ONZ" - mówił turecki prezydent Recep Erdogan.

Wczoraj amerykański sekretarz stanu John Kerry oświadczył, że Stany Zjednoczone będą musiały wrócić do rozmów z syryjskim prezydentem. Z kolei syryjski ambasador w Warszawie Idris Mayya powiedział Polskiemu Radiu, że władze w Damaszku są gotowe do negocjacji z opozycją, ale tylko z tą, która nie walczy zbrojnie w Syrii.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje