Korea Płn. grozi USA "katastrofą wojny"

Komunistyczny reżim Korei Północnej zagroził w czwartek Stanom Zjednoczonym "gradem kul i pocisków na ich terytorium", jeżeli Waszyngton nie cofnie najnowszych sankcji. Pjongjang oskarża Amerykanów o prowadzenie agresywnej polityki i dążenie do konfrontacji.

"Stany Zjednoczone dla własnego dobra powinny powstrzymać się od agresywnej polityki wobec Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, jeżeli nie chcą odczuć katastrofy wojny" - ostrzegł Ludowy Komitet Obronny, na którego czele stoi przywódca kraju Kim Dzong Un.

Reklama

Pjongjang uważa, że sankcje są wynikiem "zatwardziałej wrogości i odrazy", jaką USA darzą Koreę Północną.

Amerykańskie sankcje, wprowadzone w zeszłym tygodniu, są wymierzone w trzy firmy oraz dziesięciu przedstawicieli północnokoreańskich władz, w tym osoby pracujące w Iranie, Syrii, Chinach, Rosji i Namibii. Amerykańskie władze podały, że decyzja ta jest reakcją "na liczne prowokacje (Pjongjangu), a zwłaszcza na cyberatak na Sony Pictures".

"Sankcje zostały nałożone na podstawie absurdalnego pretekstu i pod niepoważnymi warunkami" - uznał Pjongjang.

Tymczasem w czwartek na stronie internetowej 38 North, prowadzonej przez Szkołę Zaawansowanych Studiów Międzynarodowych (SAIS) Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore, pojawiło się ostrzeżenie, że Pjongjang wyposażył jeden z okrętów podwodnych w sprzęt do odpalania pocisków balistycznych. Informację opublikowano po analizie zdjęć satelitarnych. Agencja Associated Press przypomina, że reżim Korei Północnej dysponuje arsenałem takich pocisków, które mogą zagrozić terytorium Stanów Zjednoczonych.

Wystrzeliwane z okrętów podwodnych pociski balistyczne są trudniejsze do wykrycia przed ich odpaleniem.

Po ataku hakerów na Sony Pictures, który doprowadził do odwołania premiery komedii "The Interview", niektórzy amerykańscy kongresmeni apelowali o ponowne umieszczenie Pjongjangu na czarnej liście. Tematem filmu jest zamach na przywódcę Korei Północnej Kim Dzong Una; Pjongjang uznał komedię za obraźliwą.

Do ataku przyznali się hakerzy z grupy o nazwie Strażnicy Pokoju (GOP). Zagrozili oni też atakami, porównywalnymi z 11 września 2001 roku, jeśli film wejdzie na ekrany kin. "The Interview" miał mieć premierę w USA w okresie świątecznym. Wielkie ogólnokrajowe sieci kin zrezygnowały z wyświetlania filmu po groźbach zamachów i innych aktów przemocy ze strony hakerów, ale film został udostępniony w internecie, wszedł też na ekrany małych kin i bije rekordy popularności.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje